Gru 16 2009

Walizka pełna wspomnień

Czyli to, czego nie mówi się na oficjalnych przyjęciach, a Bywalec zasłyszał w związku z numerem specjalnym Computerworld 20 lat. W tym roku świętujemy 20-lecie transformacji społeczno-ustrojowej w naszym kraju i związanego z tym rozwoju branży IT w Polsce. Pierwsze firmy informatyczne nad Wisłą powstawały, jednak, już znacznie wcześniej. Jak wspomina Włodzimierz Łuksza, prezes firmy Hector, pierwszy komputer sprzedał w roku 1984. Wówczas, aby mieć zarejestrowaną działalność gospodarczą, trzeba było zapisać się do… cechu. Specjaliści od IT zostali zrównani z takimi rzemieślnikami, jak elektrycy (tam zapisał się Waldemar Sielski), czy mechanicy precyzyjni (Jacek Papaj). Zygmunt Grajkowski, późniejszy inwestor w spółki IT z ramienia Enterprise Investors, założył 123-ą na rynku spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością – Technimex. Dziś doradza przy fuzjach. Uważa, że w ostatnim 20-leciu można dostrzec kilka faz rozwoju rynku IT. Początkowo, sprzedawało się produkt. Później, informatyzowało się procesy biznesowe. Dziś wygrywają firmy, które sprzedają własne, unikalne rozwiązania lub usługi. Stąd inwestycje IBM, HP, czy Xeroxa w tego typu firmy.

Z walizką i z plecakiem

Na początku lat 90. ówcześni prezesi firm IT zbierali dolary, a potem lecieli na Tajwan, czy do Singapuru (przedsiębiorcy jechali wówczas za granicę z sumami nawet kilkuset tysięcy zielonych banknotów). Tam kupowali części komputerowe. Lżejsze rzeczy – dyski i procesory – zabierali do bagażu podręcznego. Eksport na masową skalę ruszył dopiero, gdy BRE Bank, jako pierwszy, zaczął sprzedawać na aukcjach dewizy. Czasami można było się umówić z bankowcami na późniejszą spłatę, np. po sześciu tygodniach. Dzięki temu, można było spłacić “dług” po przyjściu towaru z Azji.

Jadąc do Singapuru, ludzie nie myśleli o obostrzeniach COCOM. Część pewnie nawet o nich nie wiedziała. Nikomu, zresztą, ,nie było to na rękę. Wydanie zezwolenia na zakup serwera trwało wówczas pół roku; zgodzić się musieli na to przedstawiciele kilku, wytypowanych krajów NATO. Omijanie COCOM-u było, jednak, niekiedy bardzo opłacalne. Jeden z pionierów branży IT sprowadził ze Stanów Zjednoczonych pięć kart do symulatorów lotów, które sprzedał później do Instytutu Lotnictwa w Warszawie. Jak dziś wspomina, zysk z tej jednej transakcji pozwolił mu na kupno domu. Drugi, zapewne, kupił pośrednik. Na kontrakcie rządowym można było wówczas “zrobić” złoty interes, dzięki blisko 50-proc. marżom.

Tak rodziły się pierwsze, polskie spółki IT. A jak się zostawało szefem polskiego oddziału zachodniej korporacji? Z ogłoszenia, jak Waldemar Sielski, pierwszy dyrektor generalny Microsoftu w Polsce. Ogłoszenie, którym się zainteresował, ukazało się 31 lipca w Gazecie Wyborczej. Latem cała Warszawa pustoszeje, więc nie miał zbyt dużej konkurencji. Zgłosiło się zaledwie 5 osób. Chociaż wcześniej i tak Sergiusz Wiza namówił go do przyjścia do Microsoftu. Sprowadzając do Polski Windows 3.11 i pierwsze pakiety Office, czuł się pionierem. Dziś czuje się jak człowiek z poprzedniej epoki. Przynajmniej takie odniósł wrażenie, gdy na spotkaniu Google Days przedstawiano go jako byłego szefa Microsoftu w Polsce. Może i tak jest? Tym bardziej, że parę lat temu zmienił branżę z IT na medyczną.

Nie odbiegając daleko od Microsoftu… Ponoć lata temu, do Tada Krusiewicza – późniejszego prezesa California Computers, dzisiaj odpoczywającego na emeryturze w Kalifornii – zadzwonił kiedyś Bill Gates. Dopiero “rozkręcał” Microsoft, a Tad Krusiewicz prowadził wówczas sieć sklepów z elektroniką w Kalifornii. Zapewne chodziło o współpracę. Zbył jednak twórcę potęgi koncernu z Redmond, karząc sekretarce powiedzieć, że jest w banku.

Wielcy nieobecni

Czy ktoś dziś pamięta Protech? Ile jeszcze innych, pierwszych spółek IT zniknęło bez śladu. Ryszard Kajkowski – dziś zapomniany – wciąż uważa, że to dzięki jego oprogramowaniu Ryszard Krauze mógł stworzyć potęgę Prokom Software, spółki której nazwa zniknęła już z rynku. Był twórcą edytora PL TEKST i systemu finansowo-księgowego, jeszcze niedawno używanego przez polskie firmy. Skoro już wymieniliśmy nazwisko “cesarza” polskiej branży IT, warto przytoczyć jedną z “miejskich legend” dotyczących Ryszarda Krauzego. Ponoć jego kierowca, Pan Czesio, potrafił zapukać o 2 w nocy do drzwi rządowych “informatyków” komunikując im, aby się ubierali, bo zaraz przyjdzie Prezes. Robił tak tylko wtedy, gdy coś miało nie pójść po jego myśli. Do dziś, podobno, najlepiej umawiać się na spotkania z Ryszardem Krauze przez Pana Czesia.

Oficjalnie, w świetle dnia branża IT spotykała się z przedstawicielami administracji w ośrodku Urzędu Rady Ministrów w Łańsku. Dziś należy on do Kancelarii Premiera RP, ale nikt tam już nie jeździ. Chyba, że prywatnie, na żagle. Pamiętnym wydarzeniem w Łańsku było, ponoć, przecięcie siekierą łącza do sieci Polpak. Dzięki niemu chciano zaprezentować pierwszą możliwość połączenia się ze zwykłego komputera PC do zasobów serwera mainframe. Niektórzy uważają, że ktoś chciał skompromitować ówczesnego premiera Waldemara Pawlaka. Tego zaś od zawsze fascynowała informatyka. Miał wówczas w swoim otoczeniu osobę, którą dziś można by określić mianem Głównego Informatyka Kraju. W obecnym rządzie takiej osoby brakuje.

Nieustająca e-administracja

Wiele projektów w polskiej administracji nie powstało do dziś, jak choćby Rejestr Usług Medycznych, nad którym kolejne rządy pracują od 1992 r. Nie zmieniła się jeszcze jedna rzecz – pierwszy rok rządów, to zawsze “konsolidacja” ekip przetargowych. Za czasów rządów PiS doprowadzono do tego pewnego rodzaju paranoi. Firmy prywatne nie miały dostępu do informacji, bo to mogło prowadzić do korupcji. Obostrzenia objęły, jednak, tylko spółki polskie. Za prywatne przedsiębiorstwa nie uznano zachodnich koncernów…

W latach 90. rządowi informatycy często szkolili polityków z obsługi komputerów. Jeden z nich opowiada, jak to premier Waldemar Pawlak – dzięki nowemu laptopowi i bazie danych z Głównego Urzędu Statystycznego “wrzuconej” do Excela – wywrócił do góry nogami Plan Powszechnej Prywatyzacji w ramach Narodowych Funduszy Inwestycyjnych. “Ściągnął” na swój komputer dane o 6300 spółkach i “zapuścił” kilka algorytmów, które zresztą sam napisał. Niestety, przerosły one możliwości ówczesnych notebooków. Komputer stanął. Zadaniu podołał dopiero czteroprocesorowy serwer Suna, a i tak analiza zajęła mu 16 godzin! Ostatecznie, okazało się, że prywatyzując spółki w ramach NFI jeden inwestor mógłby skupić firmy, których udział w danym sektorze gospodarki przekraczałby 50%. Konieczne były korekty.

Stracone okazje

Jak dziś oceniają ostatnie 20 lat pionierzy branży IT? Uważają, że straciliśmy szansę, jaką mieliśmy dzięki środkom, które płynęły do branży IT w latach 90. Część winy za to ponosi, jak uważają ludzie z branży, Prokom Software, który przejmował największe kontrakty i do niego płynął największy strumień pieniędzy. Mimo to, nie zbudował firmy globalnej. Nie reinwestował też środków w IT. Nie szukał ciekawych, młodych spółek IT, aby je wesprzeć. Wszystko szło w nieruchomości. Dziś Adam Góral, spadkobierca Prokomu zmienia to. Konsoliduje europejski rynek twórców oprogramowania, a wkrótce rozpocznie program “Inwestuj z Asseco”. Chce znaleźć innowacyjne, niewielkie firmy z gotowym produktem.

Taką spółką mógł być kiedyś MKS, patrząc chociażby na to, jak rozwija się czeski AVG i słowacki ESET. Niestety, zmarł jego założyciel Marek Sell. Jego spadkobiercy zaś zaczęli toczyć bój z byłymi pracownikami firmy. W całej litanii oskarżeń najcięższe zarzuty dotyczyły kradzieży praw autorskich i działania na szkodę spółki. Syn Marka Sella, Mateusz miał nawet propozycję odkupienia części udziałów i wsparcia prawnego w walce o schedę po ojcu, ale do transakcji nie doszło. Dziś trzeba szukać kolejnej, równie innowacyjnej firmy.


Gru 4 2009

Sygnity z flagą biało-niebieską, ale czy fińską?

Rzeczpospolita, wcześniej Parkiet (ten sam wydawca) po raz kolejny próbują sprzedać Sygnity. Tym razem Finom. Dzisiejsza Rzeczpospolita (4 grudnia) poinformowała, że fiński koncern informatyczny Tieto rozważa zakup Sygnity. Pytani wprost, czy prowadzą rozmowy w tej sprawie, przedstawiciele fińskiej spółki nie zdementowali informacji. Sygnity zaś zaprzeczyło tym rewelacjom, podobnie jak poprzednim, że inwestorem będzie spółka z Izraela. Jak jednak donoszą czytelnicy Bywalca, teraz zarząd Sygnity zaprzecza, a tymczasem Piotr Kardach latał do Helsinek… W samej spółce mówią, że to już przesądzone i Sygnity zmieni nazwę.

Firma Tieto – wg Rzeczpospolitej – może nie znana, choć działa już w Polsce od 2006 r., gdy przejęła RTS Networks w Szczecinie, a rok później kupiła wrocławski oddział BenQ Siemens. Jest dziś 20. pracodawcą w polskiej branży IT zatrudniając 660 osób. tworzy oprogramowanie na zlecenie firm niemieckich i skandynawskich. Z rynku polskiego dotąd pochodziło zaledwie 5%. Wojciech Zaremba, country manager Tieto Poland zapowiada, że do 2013 r. z rynku lokalnego ma pochodzić już 50% sprzedaży. I mimo, że firma w ciągu 3 lat zamierza prawie podwoić zatrudnienie (do 1200 osób) – jak sam mówi – rozwijając się organicznie tego nie osiągnie. Będą przejęcia, ale tylko tych spółek, które można łatwo włączyć w strukturę Tieto. A tego o Sygnity – patrząc na historię fuzji Emaxu i Computerlandu – raczej powiedzieć nie można.

Za przejęciem Sygnity przez Tieto przemawia jednak długa lista klientów.


Gru 2 2009

Przeceniony kryzys?

Kryzys wyjątkowo łagodnie obszedł się z Polską, czego część producentów nie doceniła rezerwując zbyt małe moce produkcyjne w Chinach. Teraz ma problemy z dostawami.

Marek Borówka, dyrektor generalny Lenovo Polska cieszy się, że konkurencja ma problemy z dostawami. Dzięki temu być może “wskoczy” na 3. miejsce na polskim rynku komputerów PC. Dostawy ma zabezpieczone, bo chiński koncern ma własne fabryki. Pozostali muszą liczyć na partnerów z Chin, którzy na początku kryzysu drastycznie ograniczyli moce produkcyjne i odesłali pracowników do domu. Teraz trudno – z dnia na dzień – je odbudować. Tymczasem po bardzo słabym pierwszym kwartale i rozpędzającym się rynku w drugim, trzeci kwartał był “rewelacyjny“. Tak przynajmniej ocenia go Marek Borówka. Cieszy się zapewne także Dell, który ma fabrykę w Polsce.

Jak słyszeliśmy, nie tylko producenci komputerów mają problemy z dostawami z Chin. Podobnie jest np. z Cisco. Niektórzy polscy partnerzy tej firmy narzekają, że trudności te mogą wręcz przełożyć się na kary płacone klientom za spóźnione dostawy. Być może skorzysta na tym znowu chiński koncern – Huawei, który robi “klony” rozwiązań Cisco.