Gru 14 2007

…a jednak znowu o Jacku Kalinowskim

Jak się dowiadujemy, przechodzi on od nowego roku do Microsoftu. Ponoć na rzecznika, którego firma szuka co najmniej od września. Wówczas kontaktami z prasą przestał zajmować się Bartłomiej Danek, skupiony na promocji produktów koncernu z Redmond.

Myślę, że wszyscy dziennikarze wspominają ze łzą w oku Jacka Myrchę i organizowane przez niego karnawałowe imprezy w Blue Cactus. Ale niczego nowemu rzecznikowi nie sugerujemy…


Gru 14 2007

Myśleliśmy, że nie doczekamy się tego momentu

Z pracy na stanowisku rzecznika TP odchodzi Jacek Kalinowski, antyulubieniec sporej grupki dziennikarzy ekonomicznych w naszym kraju.

Więcej nie napiszemy jednak ani słowa bo to kolega ze studiów jednego z naszych dziennikarzy. Szkoda, że 99% z nas nie było dane uczęszczanie na te same wykłady. Nasz praca byłaby wówczas ciut łatwiejsza.


Gru 12 2007

A już prawie Święta – post dla wtajemniczonych

Czytelnicy nie tylko nas informują, czasem piszą za nas. Poniżej wpis naszego wiernego Czytelnika (nazwisko znane redakcji), który czepia się naszego dobrego kolegi. Robi to z wdziękiem więc zgodziliśmy się opublikować. OSTRZEŻNIE – humor mocno środowiskowy.

Z firm headhunterskich dochodzą odgłosy poruszenia. Już miało być spokojnie do Świąt. Rok finansowo podliczony. A tu przychodzi zamówienie na gościa od marketingu i to tego jednego. Skąd ten nagły pośpiech? Szybkie śledztwo, kilka rozmów i co się okazuje. Ten facet w małym pokoju na zapleczu kuchni zebrał grono kilkunastu wysokiej rangi menedżerów z firm IT i przez ponad pół godziny trzymał ich na reklamie kolejnych swoich konferencji, które zapewne będą musieli sponsorować. A jak nie będą chcieli, to się ich przy okazji nie opisze w jego tygodniku, lub nawet opisze ale w szarym tonie. Majstersztyk wciskania kitu. Potrzeba nam takiego faceta, bo jakoś z tymi marketingowcami od external communication coraz bardziej krucho.

Konsultanci zostali pogonieni do roboty. Na jutro mają przygotować structured in-depth interview. Ile MU zaproponować. Musi być dużo bo konkurencja może przebić wyższą stawką, ale też nie za dużo bo przecież chyba nie jest aż tyle wart. Czy zaproponować MU okres próbny, czy też może zaryzykować termless contract?

Ale też podczas kolejnych dyskusji jak GO złowić, rodzą się pytania i wątpliwości. Jakie są jego rzeczywiste cechy i talenta? A może zamiast do marketingu, lepiej go wykorzystać w public sector jako business development manager od informatyzacji administracji. Ma przecież chłop nieziemskie pomysły i pobierał nauki u takiego guru z Francji. A że studiował tylko historię, to nie przeszkoda (przecież guru był socjologiem) a ON już tyle lat ociera się o wszystkich ważnych w informatyce. Nie ON pierwszy przez akomodację i asymilację może się stać wielkim informatykiem. Kto by się przejmował profesjonalnym wykształceniem i doświadczeniem.

Coraz więcej dyskusji, coraz to nowe pomysły, coraz wyższy będzie rachunek dla klienta. Kasiu, przynieś mi jeszcze te analizy osobowości przygotowane przez tę naszą nową psycholożkę. No nie, rozdwojenie osobowości? Ma halucynacje, bo nie wie czy jest dziennikarzem, czy prezenterem, a może showmanem? Wybujałe ambicje? Chce zarządzać, chce mieszać w głowach, chce być zbawcą e-administracji? I jeszcze problemy z etyką biznesową – zamiast informowania to kreowanie rzeczywistości. Co za bzdury, już ja z tą psycholożką jutro pogadam.

Ale takiego gościa nie możemy sprzedać klientowi. Kasiu, zadzwoń do nich i powiedz, że ten model boi się zmieniać pracę i woli już być dziennikarzem, bo wtedy może dalej robić to samo co dotychczas, nie ponosząc za to co mówi i pisze żadnej odpowiedzialności.

Możemy już iść świętować. Bzyk, bzyyyyk, bzyyyyyyyyyyyyk. Halo kochanie. Co nie było drożdży? Dobrze. Drożdże, karp i choinka. Tak będę pamiętać. Spoko, nara kochanie.