Lip 11 2007

Walka (PRO)konkurencyjna

Jeden z naszych czytelników (nazwisko i adres znany redakcji) przysłał list, w którym dzieli się doświadczeniami z kontaktów ze Stowarzyszeniem PRO:

…a doświadczenia nie są zbyt miłe, ponieważ dotyczą sytuacji, w której na wniosek PRO policja “wjechała” do mojego biura i kilku moich klientów. Ku mojemu zdziwieniu, sprawa związana była z plagiatem oprogramowania (jestem programistą z ponad 10-letnim doświadczeniem prowadzącym własną działalność gospodarczą). Zarzucono mi, że nieprawnie wykorzystuję kody źródłowe firmy “xyz”. I gdzie tu coś ciekawego? A jest, i to kuriozalnie ciekawego, policja nieświadomie zarzuciła mi plagiat własnego oprogramowania!

Okazało się, że firma informatyczna, z którą współpracowałem dość krótko kilka lata temu, nazwijmy ją “xyz”, nieprawnie wykorzystuje moje autorskie oprogramowanie, czego nie byłem świadomy. Kody źródłowe, które mogły być wykorzystane, co najwyżej do serwisowania mojego oprogramowania, posłużyły tej firmie do dalszej odsprzedaży. Pomijając kwestie moich roszczeń, wynikających z ustawy o prawie autorskim, wobec cwaniackiej firmy “xyz”, kuriozalne jest to, że podważona została wiarygodność mojego nowego oprogramowania na podstawie dokumentacji zgromadzonej przez Stowarzyszenie PRO. A jakiej dokumentacji? No właśnie, policjant był w stanie pokazać mi tylko ładny certyfikat…

Otóż cel ataku na mnie jest jak najbardziej jasny – fałszywy donos firmowany przez Stowarzyszenie PRO, swój człowiek w zarządzie PRO, poprawność proceduralna, niewielka wiedza policji i prokuratora przy tego typu sprawach i… konkurencja ma problemy przez długie lata (biorąc pod uwagę tryb pracy naszych sądów). A potencjalnym klientom, o których (przypadkowo wspólnie) zaczyna się walczyć, można wtedy powiedzieć – “Firma xyz jest wiarygodna, bo tamci, to mają prokuratora na głowie.” Czy to nie jest tani i skuteczny sposób na zdobycie kilku kontraktów więcej (w tym przypadku na jakieś kilkaset tysięcy), nawet, jeśli miałoby się pokryć koszty postępowania przy nieuzasadnionym doniesieniu do prokuratury? Przecież PRO, uwiarygodniając donos, też może się pomylić, prawda?

Ale przechodząc do sedna sprawy i pomijając to, że w tym konkretnym przypadku firma “xyz”, w swojej zachłanności i przy swego rodzaju kompleksach egzystencji rynkowej, sama na siebie ukręca bicz, to zastanawiam się, czy i jaką rolę w obecnej chwili pełni Stowarzyszenie PRO dla branży? Rozmawiałem z wieloma osobami związanymi, na co dzień zawodowo z informatyką i jej częścią twórczą i w zasadzie nikt nie słyszał o jakiejkolwiek aktywności PRO, poza dawnymi akcjami “na stadion” i protestami przeciwko patentowaniu funkcjonalności programów w Unii Europejskiej. Czy oby ta organizacja nie przerodziła się w swoisty “zakon prawych”, który poprzez odpowiednie umocowania ustawowe ma ułatwioną drogę do walki ze swoimi przeciwnikami? A może jest tylko, czasami, narzędziem w ręku przebiegłego przedsiębiorcy?