Paź 11 2006

Google prawie gotowy do inwestycji w Polsce (prawie robi różnicę)

Czasami logiki internetowego kapitalizmu nie potrafimy pojąć. Z dnia na dzień Google podejmuje decyzję o zakupie serwisu YouTube, który według specjalistów jest puszką Pandory skrywającą niezliczoną ilość procesów o naruszanie praw autorskich. Naprawdę nie trzeba doktoratu z prawa na Harvardzie, by wiedzieć, że nie jest to czcze gadanie. Niezrażony Google wykłada na stół 1,6 mld USD w przekonaniu, że zrobił świetny interes.

Trudniej przychodzą firmie decyzje o mniejszych wydatkach. Choćby o utworzeniu ośrodka badawczo-rozowojowego przy jednej z polskich uczelni. Koszt przynajmniej 10 tysięcy razy niższy i zero ryzyka. Do tego zdolni i pracowici ludzie, piękne kobiety, a niedługo mają powstać autostrady. Tymczasem sprawa ciągnie się od miesięcy. Wybrano szefa polskiego Google R&D, na dniach ma ruszyć rekrutacja menedżerów projektów, a mimo to nadal nie ma decyzji – gdzie w Polsce i czy w ogóle w Polsce? Szybciej poszłoby gdyby PAIZ zaproponował Google’owi sprzedaż którejś z polskich renomowanych uczelni w całości. Za 1,6 mld USD mógłby sobie kupić krakowską AGH, a studenci do spółki z Comarchem zrobiliby takiego YouTube’a w dwa miesiące.

Znana jest historia News.com (to ich podsłuchiwała szefowa rady nadzorczej HP), który zadarł z Google. Dziennikarka serwisu przez pół godziny intensywnego używania wyszukiwarki stworzyła precyzyjny profil prezesa Erica Schmidta i napisała ile ma dzieci, domów, ile wydaje na dobroczynność, ile ma akcji, opcji itp. Taka “wyszukiwarka Lesiaka”. Google śmiertelnie obraził się na News.com, jak PiS na TVN. Mamy nadzieję, że Wojciech Burkot, pewny kandydat na szefa labu Google’a w Polsce świadom jest potęgi narzędzi tej firmy i nie będzie miał za złe, gdy podamy publicznie, że robi fajne zdjęcia. Liczymy, że pod jego wodzą Google zrobi wreszcie jakąś rozsądną alternatywę dla Yahoo! Flickr.