Wrz 29 2006

Baterie – palący problem, gorący temat

Masowa wymiana baterii wzbudza w nas coraz większe wątpliwości, czy aby akcja walki z płonącymi laptopami nie przeradza się w zawoalowaną kampanię marketingową.

Czy kiedykolwiek czytaliście Państwo tak wiele na temat notebooków Della? My na pewno nie. Za każdy razem, gdy kolejny producent komputerów deklaruje wymianę baterii w artykule pada sformułowanie: “Wcześniej na podobny krok zdecydowały się Dell, Apple itd.”. Przekaz tylko z pozoru negatywny, co uświadomił nam pewien spec od marketingu z branży pecetowej. Podobno klienci cenią sobie producentów, którzy szybko informują o problemach i wskazują rozwiązanie. O szlachetne gesty tym łatwiej, że winę (i rachunki do zapłacenia) można zrzucić na Sony, dostawcę feralnych akumulatorów.

Trwa ostra licytacja. Wczoraj do 4,1 mln baterii, które Dell już wcześniej obiecał wymienić, firma dorzuciła jeszcze 100 tys. Do gry włączyło się Lenovo naiwnie licząc, że 500 tys. akumulatorów do wymiany wystarczy, by przegonić Toshibę (340 tys.). Jednak Japończycy błyskawicznie podbili stawkę o 830 tys. sztuk i znowu w rankingu są na trzecim miejscu po Dellu i Apple’u (1,8 mln). Co ciekawe, Toshiba nadal idzie w zaparte, że stosowane w jej notebookach baterie nie grożą pożarem (na wymianę decyduje się tylko z miłości do klientów). Zaspał nieco Fujitsu Siemens, ale podobno już niebawem ma wydać oświadczenie. Strzał poniżej miliona mocno nas rozczaruje. Co na to producenci marek California Access, Aristo i Actina? Drugi raz taka okazja może się nie powtórzyć.

Na swój sposób marketingowo wygrywa też Sony. Dzięki aferze dowiedzieliśmy się przynajmniej, że słynny japoński koncern produkuje baterie do laptopów. Nie jesteśmy przesądni, ale fajnie byłoby móc Playstation 3 zasilać paluszkami Duracella. Tak na wszelki wypadek


Wrz 29 2006

Jednego Krakusa mniej

Tradycyjnie pod koniec miesiąca do skrzynki mailowej wpadają pożegnania znajomych odchodzących z pracy. Dzisiaj pożegnał się z nami Daniel Kordel z Comarchu, przodownik w rankigu pracowitych PR-ów, który poganiał nas do pisania nawet bardziej niż naczelny. Przy okazji będąc źródłem wielu faktycznie ciekawych informacji.

Mamy nadzieję, że pożegnanie Daniela z Profesorem nie miało podtekstu sportowego i to nie wczorajsze zwycięstwo Wisły z Iraklisem przechyliło czarę goryczy. O ile nam wiadomo Daniel od dawna kibicuje krakowskiej Wiśle. Nieźle się kamuflował, jak na osobę, która organizowała obchody stulecia klubu z ulicy Kałuży (dla mniej zorientowanych w temacie – chodzi o profesorską Cracovię).

Demaskujemy Daniela w dobrej wierze wiedząc, że w najbliższym czasie przed nim kolejna poważna decyzja – odwiedzać stadion Legii czy Polonii. Ufamy, że podejmie jedyny słuszny wybór.


Wrz 28 2006

Nie drażnić Comarchu!

Prezes Cracovii Janusz Filipiak, w naszej branży znany bardziej jako właściciel Comarchu zdenerwował się na dziennikarzy “Gazety Krakowskiej”, którzy nie po jego myśli napisali o nowym domu budowanym przez rodzinę Filipiaków. Ukarał dziennikarzy odebraniem akredytacji prasowej na mecze Cracovii.

Mniejsza o to czy prezes miał do tego prawo czy nie, nasi krakowscy czytelniczy (z Krakowa notujemy 10% wejść na stronę) na pewno są lepiej zorientowani w sprawie. Nam spodobał się komentarz w dzisiejszym wydaniu “Gazety Krakowskiej”: “Czy mamy rozumieć, że jeżeli dziennikarz ogłosi publicznie, że nie smakuje mu jedzenie w prowadzonym przez Elżbietę Filipiak Wierzynku, jej urażony małżonek zabroni krytycznemu reporterowi wizyt na meczach?”

Właśnie! Zastanawiamy się co nam mogłoby grozić za drażniące prezesa publikacje o informatycznych przedsięwzięciach Comarchu. Zakaz wstępu na Cracovię nie byłby żadną karą, zwłaszcza po ostatnim występie w Zabrzu. Niby jest jeszcze Wierzynek, ale tam z własnej woli jakoś nie zaglądamy…