Sie 30 2006

Klątwa Optimusa

A miało być tak pięknie. Po przebojach z VAT-em, aresztowaniem Romana Kluski i potyczkach z urzędem skarbowym, Optimus wreszcie miał zająć się swym podstawowym biznesem – sprzedażą sprzętu komputerowego. Plan był następujący. Spółka przenosi się z Nowego Sącza do Warszawy, pomysł na poprawę kondycji firmy przyjeżdża z Wrocławia, a pieniądze oszczędzane są w Skierniewicach. Projekt nie do końca wypalił.

Optimus przeprowadzając się do stolicy chciał po prostu być w centrum. No i jest. W centrum uwagi Komisji Papierów Wartościowych i Giełd oraz co najgorsze… prokuratury. To rzadko pomaga w biznesie.

Zamiast donosić o nowych produktach czy kontraktach spółki, musimy pisać o tym, że Optimus wyleci z giełdy czy, że dokumenty firmy na zlecenie wymiaru sprawiedliwości bada grafolog. Znacznie bardziej pasowało nam zestawianie rankingów sprzedaży PC i zgadywanie kto będzie wyżej – Optimus, JTT czy może Compaq lub HP. Ale to stare dzieje. Na razie pozostaje nam śledzić jak dwóch byłych kolegów z Siemensa – Pan Michał (dawny prezes Optimusa) oraz Piotr (obecny prezes) – przerzucają się odpowiedzialnością za czerwcowe wydarzenia w spółce, rujnując resztki (już naprawdę niewielkie) jej legendy.


Sie 30 2006

Korespondencja prawie własna z Norwegii: Nie chcą Linuxa!

26524-small Mamy stałego Korespondenta, jak każda szanująca się redakcja. Ale nasz jest wyjątkowy (dlatego piszemy o nim wielką literą). Świetnie pisze, ma nieprzeciętne poczucie humoru, do tego jest niezmiernie sympatycznym facetem. Odwala za nas kawał roboty nie oczekując w zamian nawet symbolicznej wierszówki.

Wiedzę ma rozległą, lecz szczególnie upodobał sobie za przedmiot open source. Ktoś powie, nic oryginalnego, przecież wszyscy teraz ideowo albo koniunkturalnie piszą hymny na cześć wolnego oprogramowania. Wszyscy, ale nie nasz Korespondent. On nie podąża za owczym pędem, nie przymyka oka na niedoskonałości open source. Dziura w Open Office, krytyczny błąd w Mozilli, fatalne wyliczenia ROI dla Linuxa – o tym wszystkim dzięki Korespondentowi wiemy na bieżąco.

Najświeższa korespondencja dotyczy norweskiego miasta Bergen, które obok monachijskiego magistratu uchodzi za koronną referencją linuxową. Korespondent przytacza cover story z norweskiego Computerworlda. My norweskiego ni w ząb więc otrzymaliśmy także wersję artykułu po hiszpańsku, żeby nasz redakcyjny iberysta Kosielińki zrozumiał. Bo jak się okazuje w dalekim Bergen nie jest z tym Linuxem wcale tak różowo. Wdrażali, wdrażali i już przebąkują, że Microsoft nie jest taki najgorszy i wcale tak drogo nie wychodzi, że Linux to bardziej nadaje się na serwery niż na biurka. “Usamos Microsoft y no tenemos planes de abandonar su software” – oświadcza po kastylijsku norweski informatyk. “A nie mówiłem?” – retorycznie pyta Korespondent.

Nie ujawniamy personaliów Korespondenta w obawie, że jakaś redakcja go podkupi. Tym bardziej, że dla nas pracuje całkiem społecznie. Ciekawe z czego się utrzymuje?


Sie 30 2006

Pawlak bloguje

Nareszcie! Po Ryszardzie Czarneckim pseudonim “Wszechwiedzący” i Kazimierzu Marcinkiewiczu ps. “Mistrz PR”, za pisanie bloga wziął się Waldemar Pawlak. Były premier miał kiedyś pseudonim “Cyborg”. Złośliwi twierdzili, że ma to związek z brakiem mimiki, my jednak zakładamy, że to kwestia znanej od lat fascynacji nowoczesnymi technologiami.

Przyznajemy jesteśmy nieco złośliwi, ale to nie wynik mieszczańskiej niechęci do jednego z przywódców partii ludowej, co zwykła zazdrość o popularność. Jeden dzień w sieci i już 388 komentarzy? My przewidujemy zebranie takiej liczby postów dopiero koło 2008 roku (mniej więcej w momencie zakończenia informatyzacji PKO BP, albo pełnego uruchomienia systemu dla ZUS). Zawistnikami jednak nie jesteśmy. Dlatego też już dziś polecamy temat na wpis. Była kiedyś taka spółka InterAMS i InterAMS II. Co starsi internauci chętnie by o tym poczytali…