Sie 16 2006

Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz

W polskich szkołach tylko polskie komputery – temu hasłu wierni są od lat urzędnicy Ministerstwa Edukacji Narodowej (MEN), ogłaszając kolejne kilkusetmilionowe przetargi na pracownie komputerowe.

Wypisz wymaluj – to miód na serce i woda na młyn wicepremiera i ministra edukacji Romana Giertycha, który wszędzie wietrzy “krzyżacką zawieruchę”.

Swojej radości z takiej patriotycznej postawy do tajwańskich, malezyjskich i chińskich podzespołów montowanych pod Warszawą, nie kryją bracia Kurkowie z NTT. Dzięki m.in. zamówieniom z MEN finansowanym z Europejskiego Funduszu Społecznego (EFS) tegoroczna ich produkcja osiągnie niebotyczny poziom jak na polskie warunki 200 tys. komputerów!

Nic dziwnego, że szlag trafia niemiecką Maxdatę. Te same podzespoły z tych samych azjatyckich fabryk, ale włożone do skrzynek z napisem “Made in Germany” albo jak kto woli “Made in EU”, nie znajdują uznania u urzędników z warszawskiej Alei Szucha. HP sprzedaje swoje drukarki, Samsung monitory, czasami szkoły kupią od Niemca monitory marki Belinea, ale komputery wciąż biorą z rodzimego bractwa kurkowego. Jeszcze chwila i zobaczymy na mieście bilboardy “Kto zakręci Kurki?” (trzeba by dać niemieckie tłumaczenie dla wzmocnienia przekazu)

Tymczasem menadżerowie “na usługach niemieckiego kapitału” śmiało artykułują pogląd, że skoro pieniądze daje Unia, w tym jej największy płatnik – Niemcy, niech niemiecki robotnik (zu Oppeln und Breslau – ma się rozumieć) ma coś z tego.

Najśmieszniej, że polskiemu uczniowi wszystko jedno, skąd będą pochodzić nowe kompy, byle w końcu dało się zagrać w Counter Strike w ramach zajęć z informatyki, jeśli oczywiście pani psorka pozwoli. Ale wicepremierowi już nie, skoro wciąż nie zezwolił na start przetargu na kolejne pracownie warte – bagatelka – ok. 230 mln złotych. Jak tak dalej pójdzie, to zostaną nam w rękach tylko dwa nagie miecze, ponieważ UE zabierze kasę, jeśli jej nie wydamy na ten cel do końca roku.

Niemieckiemu rewizjonizmowi stanowczo mówimy nie! Moja miedza, twoja miedza, ale polskie komputery, choć rodem z dalekiej Azji. Nie będą dzieci się germanić. Na wszelki wypadek przypominamy niemieckim krwiopijcom, że my też płacimy składkę na Brukselę i coś się nam należy od życia!