Cze 29 2006

Polski film, czyli nikt nic nie wie.

Jak doniosla wczorajsza Gazeta Wyborcza, nikt nie wie jaka jest liczba Polaków, którzy wyemigrowali za chlebem do innych krajów UE. Szacunki różnią się nawet o 0.5 mln osób. Nie wiadomo także ilu emigrantów wyniosło się na stałe. Naukowcy nie potrafią także powiedzieć, ile osób pracuje legalnie, a ile na czarno; ile przywożą pieniędzy; w jakich krajach pracująl; czy podejmują pracę sezonową czy stałą; czemu znacząco nie spada bezrobocie (choć wzrosła liczba ofert pracy…).

Jedno wiadomo na pewno: zwiększył się skup funtów brytyjskich w kantorach. No, przynajmniej tyle.

Proponujemy naukowcom nowy miernik skali emigracji wśród specjalistów IT: liczba telefonów od headhunterów. Zaprzyjaźnieni z “Bywalcem” informatycy mówią o trzy-, czterokrotnym wzroście w ciągu ostatniego kwartału.

Mówiąc całkiem serio, artykuł obrazuje mizerię metodologiczną przy badaniu zjawiska emigracji, co przede wszystkim brak zasad gromadzenia danych przez instytucje rządowe i samorządowe; jeśli już jakieś systemy istnieją, to nie są zintegrowane; jeśli nawet są zintegrowane, to brakuje umiejętności posłużenia się tymi danymi do wyciągania wniosków podejmowania decyzji.


Cze 28 2006

EDS w Polsce c.d.

Na dniach, jeszcze przed końcem czerwca, ma zapaść decyzja o ewentualnej inwestycji EDS w centrum serwisowe na terenie naszego kraju (pisała o tym m.in. Rzeczpospolita i my jeszcze w marcu br.). Z nieoficjalnych źródeł dowiadujemy się, że “tajna” wizyta Jeffreya Hellera, prezesa EDS w Polsce okazała się bardzo owocna. Na tyle owocna, że po niej do Polski pofatygowało się jeszcze kilku dyrektorów EDS. Wszystkim bardzo się podobało w naszym kraju. Teraz pozostaje tylko podjęcie męskiej decyzji.

Oczywiście mamy nadzieję, że EDS taką decyzję podejmie. Nawet jeśli czasem nieco sceptycznie patrzymy na te wszystkie centra BPO, to cieszy nas fakt, że kilku absolwentów więcej zamiast wyjazdu do Dublina, zdecyduje się zostać w Warszawie czy Krakowie.


Cze 27 2006

Komisja śledcza ds. Computerlandu

Miał być wielki sukces Computerlandu – zawarcie nowej umowy serwisowej z NBP o wartości 50-70 mln zł – ale w ostatniej chwili but między drzwi włożyła NIK. Jak donosi dzisiejsze Życie Warszawy, kontrolerzy Izby uznali, że Computerland dość już zmonopolizował informatykę w banku centralnym. Policzono, że spółka dziennie zarabia w NBP ok. 130 tys. zł. W związku z tym dobrze, by serwisem oprogramowania wdrożonego przez Computerland zajął się sam NBP albo jakiś inny dostawca. “Wysoki udział jednego dostawcy usług informatycznych dla NBP powoduje zwiększenie ryzyka operacyjnego” – dziennik przytacza wnioski z utajnionego raportu NIK. Tym bardziej, że według NIK, interesy banku są kiepsko zabezpieczone w kontraktach z Computerlandem.

Drugi raz w tym roku NIK grozi palcem Computerlandowi. Najpierw Izba wpadła na trop nieprawidłowości przy informatyzacji koncernu energetycznego Enea, jednak tamta sprawa przycichła. Tym razem może być trudniej, bo jak sugeruje Życie Warszawy, działalnością Computerlandu w NBP mogłaby się zainteresować sejmowa komisja śledcza ds. banków. Skoro Balcerowicz musi odejść to choćby i za umowy serwisowe na systemy informatyczne.