Maj 11 2006

Computerland zwolni 10% załogi

Spółka zwolni do końca sierpnia 200-250 osób. Ci którzy zostaną mają wydajniej pracować, by zyskowność wzrosła z marnych 5 proc. obecnie do 8 proc. w ciągu 2-3 lat.

Computerland zorganizował dzisiaj ciekawą konferencję poświęconą słynnemu projektowi CoLorado, realizowanemu przez doradców McKinseya. Było ciekawie także dlatego, że spółka pokazała się z innej strony. Prezesi fajnie opowiadali o błędach przeszłości i o tym jak chcą je naprawić. Informacji przekazano mnóstwo, starczy na duży artykuł, a na razie na blogu sygnalizujemy tylko kilka wątków w luźnym porządku:

– Bieda dla podwykonawców. W ramach centralizacji zakupów usług, sprzętu i oprogramowania Computerland zredukuje liczbę firm, z którymi współpracuje z 1000 do 200. Ci zaś, z którymi CL nadal będzie robić interesy muszą liczyć się, że zostaną poproszeni o rabat. Co najmniej 5 proc.

– Podobno w operacji pomagają ludzie, którzy zanim przyszli do CL wyrzucali tę firmę z list dostawców u poprzednich pracodawców. Wyrafinowana zemsta.

– Nowy wiceprezes Chwiejczak filtruje bazę klientów CL i co trzy rekordy wciska DELETE. Za mało kupujesz lub przesadnie się targujesz, zapomnij o kartkach świątecznych z CL. Po kuracji Chwiejczaka i McKinseya liczba klientów zmniejszy się o 35 proc.

– Mniej klientów, mniej handlowców, mniej oberhandlowców. Liczba menedżerów zmniejszy się ze 190 do 150. Podległe im zespoły nie będą mniejsze niż 7 osób (teraz 6). Account manager ma na głowie budżet 8 mln zł, a nie jak wcześniej 5,8 mln.

– Rocznie CL wydaje na przygotowanie ofert 80 mln zł. W zeszłym roku w samym sektorze publicznym CL złożył 400 ofert. Celne strzały to raptem 8 proc. Teraz bardziej zdeterminowani handlowcy mają spowodować, żeby ślepych strzałów było dwukrotnie mniej. Średnio przygotowanie oferty kosztuje 30-50 tys. zł.

– Wszystko jest projektem – do spełnienia takiej wizji dąży energiczna wiceprezes Elżbieta Bujniewicz-Belka. W zeszłym roku w bilansie CL 30 mln zł nie zostało przyporządkowane żadnemu projektowi. Jeśli wszystko potoczy się zgodnie z planem CL będzie jak szwajcarski zegarek. Pytanie czy będzie równie drogo wyceniany?

– Tomasz Sielicki, prezydent Grupy Computerland ma efektowną odpowiedź na pytanie o stojącą od pięciu lat w miejscu cenę akcje: “Dostaję już k..wicy” (brak dwóch liter; nie chodzi ani o krzywicę, ani o kotwicę) przypominając, że nadal jest największym akcjonariuszem CL.

– Kiedyś CL chciał być polskim EDS. Teraz prezesowi Danielewskiemu podobają się integratorzy europejscy: fiński TietoEnator, hiszpańska Indra, brytyjska Logica. Jacy integratorzy mu się nie podobają to wszyscy wiedzą.

– Nic nowego w sprawie RUM, brak komentarza w sprawie negocjacji z IBM, w kwestii odszkodowania dla ARiMR prezydent Sielicki odsyła z pytaniami do Techmexu.

Dział PR Computerlandu będzie miał do nas pretensje, że zorganizował konferencję o zyskach i produktywności, a my zaczynamy od tego, iż wyrzucają ludzi na bruk. Już się tłumaczymy. Nie jesteśmy wolni od próżności, nieustannie zabiegamy o czytelników, a Google ceni sobie jasne tytuły z mocnym przekazem. Po drugie usprawiedliwiamy się tym, że nasi koledzy z agencji prasowych ledwie wyszli z sali konferencyjnej już przez telefon nadawali dramatyczne depesze: Computerland zwalnia! Też musimy się dostosować rynku. Na razie bez pomocy McKinseya.