Kwi 10 2006

Wiceminister na łamach

Rozliczeń z poprzednią ekipą ciąg dalszy. Po kilku miesiącach przerwy Rzeczpospolita wróciła do sprawy wiceministra MSWiA w rządzie SLD Leszka Ciećwierza. Dziennikarze piszą m.in. że byłemu wiceszefowi ministerstwa spraw wewnętrznych postawiony zostanie zarzut niegospodarności. Na zrealizowanym przez Ciećwierza zakupie 2,5 tys komputerów budżet kraju stracił podobno ponad 12 milionów. “Biometryczny kontrakt z ministerstwem w połowie 2005 r. zawarła firma Wasko z Gliwic, która miała dostarczyć specjalne oprogramowanie. Ale, jak ujawniliśmy, dostawa oprogramowania była jedynie jednym z elementów zamówienia. Lwia część z około 13 mln zł, które wydało MSWiA, poszła na 2500 tysiąca bezużytecznych dla systemu wydawania dowodów komputerów. Były m.in. wyposażone w karty dźwiękowe (nieprzydatne dla urzędników), ale nie miały czytników kart dostępowych, używanych przez ludzi, którzy obsługują system. Jak się okazało, komputery dostarczyła nie Wasko z Gliwic, ale firma Net Technology, w której tuż przed przyjściem do MSWiA pracował Marek Kluk, urzędnik odpowiedzialny w ministerstwie za przetarg” – pisze dziś Rzeczpospolita. Prokuratura dementuje jednak te doniesienia, zapowiadając, że ostateczną decyzję co do zarzutów podejmie 10 maja br.

Cała sprawa jest niemal równie tajemnicza, jak spółka Wasko z Gliwic. W branży IT huczą plotki, że były wiceminister był jednym z elementów układu, który miał wspomagać zbieranie funduszy wyborczych dla SLD. Znając jednak łatwość z jaką wyrokami szermują szefowie niektórych firm informatycznych pozostajemy wobec tych przypuszczeń sceptyczni. Z niecierpliwością czekamy na rozwikłanie sprawy.


Kwi 10 2006

Le Guern, Soliński – półkownicy Newsweeka

Dzisiejszy Newsweek pisze o menedżerach, których korporacje uczyniły – jak zwykł mawiać pewien sympatyczny prezes – ponownie osiągalnymi dla rynku pracy. Problem w tym, że rynek nie zawsze na ten popyt odpowiada i taki miał być wydźwięk artykułu. Niestety, chyba o kilka miesięcy za długo przeleżał się na redaktorskiej półce…

Pierwszym bohaterem “Wygnanych z raju korporacji” jest Bertrand Le Guern. W Newsweeku został przedstawiony jako ofiara czystek w Telekomunikacji Polskiej, gdzie przez 4 lata był wiceprezesem odpowiedzialnym za technologie. Pewnego dnia Francuz nie znalazł swojego nazwiska na agendzie ważnego spotkania i wtedy domyślił się, że to koniec jego pracy w spółce France Telecom. W artykule poznajemy go jako ex-menedżera szukającego wyciszenia w mazurskiej stadninie, którą zafundował sobie z odprawy (faktem jest, że Le Guern jest zapalonym jeźdźcem). Autorki nie zaktualizowały jednak biografii bohatera. W międzyczasie Bertrand Le Guern kilkakrotnie już zmieniał prezesowskie fotele, bynajmniej nie w klubach jeździeckich Warmii i Mazur. Od zwolnienia z TP w 2004 r. zdążył pół roku popracować w Computerlandzie, potem epizodycznie i burzliwie jako prezes Telefoniki Kable i przewodniczący rady nadzorczej Wisły Kraków SSA, a aktualnie kieruje całkiem spółką Alma z Poznania (sam urzęduje w Warszawie). Człowiek znany z ujmującej powierzchowności nie mógł przecież długo szukać pracy.

Jerzy Soliński, drugi bohater artykułu, również nie zasłużył na wizerunek zdeptanego przez korporację. Były business development manager w Ster-Projekcie przynajmniej od połowy 2005 r. nie szuka desperacko pracy, bo zatrudnił się w Zyxel Communications na stanowisku country managera. Firma tajwańska, co może u niektórych wywoływać pobłażliwy uśmiech, ale siedzibę ma w prestiżowym biurowcu warszawskiego city, a marka nadal liczy się na rynku sieciowym.

W obecnych czasach mówi się, że nie ważne czy piszą dobrze czy źle, byleby pisali. Mamy jednak nadzieję, że obu Panom wyświadczymy przysługę burząc wizerunek “loserów” w jakim zostali przedstawieni. W kioskach nie mamy takiej siły rażenia jak Newsweek, ale w Google – przynajmniej teoretycznie – wszyscy są równi.