Kwi 6 2006

Czerwone światło w kopalni

Były spotkania, zapytania, prezentacje, wizytacje w zakładach przemysłowych (zagranicznych), ale nie będzie wdrożenia. Prokom, SAP, IBM, CL i HP zainwestowały swoje w przygotowanie ofert dla KGHM, ale ostatecznie nie wychodziły kontraktów. Projekt został wstrzymany. Miały pecha. Procedury dotyczące przetargu na zakup systemów informatycznych w KGHM przeciągały się tak długo, aż w końcu trafiły na falę czystek w państwowych firmach. Nowe kierownictwo wzięło pod lupę wszystkie prowadzone i planowane inwestycje. Prokomowi na razie przeszło ładnych kilka milionów koło nosa, ale firma z pewnością szybko pocieszy się wygranym kontraktem na innym froncie, a współpracy z KGHM i tak przecież nie zakończy.

Przetarg w KGHM trwał rok. Czasochłonność procedur związanych z wyborem konkretnej oferty akurat nas nie dziwi. Trzeba było dokonać merytorycznej oceny – bądź co bądź – bardzo skomplikowanego, wielopłaszczyznowego systemu informatycznego wspomagającego proces produkcyjny. To właściwie ekspresowe tempo. Dział Public Relations w KGHM potrzebuje średnio roku na udzielenie odpowiedzi na jedno proste pytanie dotyczące przetargu.

Jak mawia jeden z naszych znajomych, KGHM to taka dziwna firma w której co 4 lata przyjeżdża jedna ekipa i wywozi drugą do lasu, i tak w kółko. Zmiany, co jest zrozumiałe, owocują zawsze weryfikacją strategii inwestycyjnej. KGHM zastanowi się teraz czy tak naprawdę spółce potrzebny jest nowy zaawansowany system IT wspomagający produkcję. I dobrze. Oby jednak celów jakie miało spełniać to rozwiązanie nie postanowiono osiągnąć poprzez wdrożenie licznych (płatnych) wniosków racjonalizatorskich (płodnej w tym zakresie załogi KGHM) o których w raportach pisały NIK i Ernst & Young.


Kwi 6 2006

Zrobieni na szaro – orientalne kłopoty HP i Jana Zadaka

Miało być o Janie Zadaku, najsłynniejszym Czechu w polskiej branży IT, ale w trakcie pisania nastąpiła nieoczekiwana konieczność zmiany tematu. Wprawdzie będzie trochę o Zadaku, ale ten niezwykły menedżer wystąpi w roli drugoplanowej. Głównym bohaterem jest Gil Rosenfeld, prezes HP w Izraelu.

Z dzisiejszej perspektywy widać, że wybór prezesa polskiego oddziału był dla Zadaka bułką z masłem, albo, jak kto woli, knedlikami z omacką. Śledząc Czecha na kilka dni przed ogłoszeniem wyboru Pawła Czajkowskiego na szefa HP Polska, doszły nas słuchy, że Jan Zadak odwleka decyzję, bo utknął w Izraelu. Wówczas nie zwróciło to naszej uwagi, bo naprawdę rzadko przeglądamy prasę wydawaną w Tel Awiwie i Jerozolimie. Zbyt rzadko.

Od kilku dni gazety w Izraelu rozpisują się o aferze jaka wybuchła w tamtejszym oddziale HP. Na dobre zaczęło się od audytu z centrali. Udowodniono, że izraelski HP – wbrew korporacyjnym przepisom – sprzedawał produkty przeznaczone na tamtejszy rynek do krajów ościennych. Oczywiście sprzedawał je taniej niż można było kupić te same produkty w docelowych krajach “eksportu”. Szary rynek kwitł, a menedżerowie inkasowali sowite prowizje.

Co z tym wszystkim ma wspólnego Jan Zadak? Nic poza tym, że jest szefem szefa HP w Izraelu, podobnie jak w 97 innych krajach sztucznego regionu International Sales Europe. Po ujawnieniu afery Zadak podjął decyzję o wyrzuceniu z pracy Gila Rosenfelda i trzynastu jego podwładnych z HP Israel, którzy mieli być zamieszani w szary handel. Relacje izraelskiej prasy wskazują, że wszystko odbyło się w żenującej atmosferze. Rosenfeld nie popuścił, ciąga Zadaka po sądach, a ponoć jego prawniczka podczas rozprawy tak nakrzyczała na Czecha, że ten zaczął się jąkać, w co naprawdę trudno jest uwierzyć komuś kto go poznał.

Ostatnie doniesienia mówią, że stanowisko HP i Zadaka mięknie. Najpierw zawieszono decyzję o wyrzuceniu podejrzanych, Rosenfeldowi już nikt nie zarzuca, że okradał firmę lecz tylko, że nie dopilnował porządku, a wczoraj pojawiły się informacje, że strony po cichu mediują.

W biznesowym dzienniku Globes – trzeba brać poprawkę, że media w Izraelu wyraźnie biorą stronę Rosenfelda -pojawiły się sugestie, iż grey market affair w Izraelu to tylko wierzchołek góry lodowej. Zresztą sam Rosenfeld przedstawia się jako ofiara korporacyjnych urzędników, którzy teraz chcą się wykazać przez prezesem Markiem Hurdem, a wcześniej przymykali oko na kontrowersyjnej praktyki. Globes pisze, że skandal może rozszerzyć się na inne kraje, za które odpowiada Jan Zadak. W artykule wspomina się o RPA i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie według gazety, działają już audtorzy.

Nasza margingate, w którą zamieszane są lokalny IBM, Computerland i Betacom przy izraelskiej “grey market affair” to zabawa dla grzecznych dziewczynek. Tyle, że wschodnie kłopoty HP mogą mieć implikacje dla sprawy IBM vs. Computerland i ewentualnych podobnych w przyszłości. Osławione służby internal affairs z wielkich amerykańskich korporacji będą od teraz znacznie uważniej przyglądać się temu co dzieje się tysiące mil od centrali. Notatkę z Janem Zadakiem w roli głównej napiszemy przy innej okazji.