Mar 27 2006

Dopust Boży czyli wizyta szefa

21107-smallOd kilku tygodni w polskim Intelu trudno coś załatwić. 30 marca firmę odwiedzić ma Craig Barrett, ikona tej korporacji, przewodniczący rady nadzorczej. Nie jest to jego pierwsza wizyta w Polsce (był tu już cztery lata temu), jednak od pewnego czasu ciągle słyszymy Craig Barrett to, Craig Barrett tamto.

Takie wizyty “ojców założycieli” to prawdziwy dopust Boży. Kiedy w 2004 roku Craig Barrett miał przyjechać do Pragi już dwa miesiące wcześniej lustracją wszystkich miejsc jego odwiedzin zajęli się specjalni agenci ochrony. Wraz z nim do Czech przyleciało chyba 30 osób – specjalne biuro PR, dwa wielkie wozy z profesjonalnym sprzętem do prezentacji, kilka laptopów na wypadek gdyby pierwszy, drugi albo i trzeci miał nagle odmówić posłuszeństwa. Słowem – operacja logistyczna na miarę trasy koncertowej Rolling Stones. Swoją drogą panowie są w podobnym wieku, a i sam założyciel Intela ma chyba słabość do rockmanów.

Tak naprawdę ludzie z Intela nie mają na co narzekać. Kiedy w Warszawie w otoczeniu dworu pojawiła się Carly Fiorina do obowiązków HP należało również zapewnienie rozrywek jej mężowi. Życzliwi donieśli, że interesuje się żeglarstwem więc zorganizowano mu rejs z mistrzem olimpijskim Mateuszem Kusznierewiczem… po wodach Zalewu Zegrzyńskiego. Kiedy w Polsce gościł prof. August-Wilhelm Scheer założyciel firmy IDS Sheer organizatorzy musieli zorganizować mu minikoncert, podczas którego jako zapalony muzyk grał na saksofonie. W świetle tych historii bledną nawet ekscesy Craiga Barretta z Las Vegas . Jak to leciało? “Walk this way.. Talk this way. Walk this way.. Talk this way. Just gimme a kiss, like this!”


Mar 27 2006

Cichy transfer danych

Na hasło “Convergence” dreszcz przechodzi przez pół Telekomunikacji Polskiej. Drżą księgowe, informatycy, administracja, głos się łamie Krystynie Czubównie. Niby normalne, bo wielkim projektom zawsze towarzyszą wielkie emocje, ale mowa jest o TP, a więc z niejako definicji wszyscy każą szukać drugiego dna.

Convergence to międzynarodowy projekt wdrożenia aplikacji finansowej Oracle w grupie France Telecom. Koszt prac na polskim odcinku wyceniono przed trzema laty na 100 mln złotych. Po krwawych bojach przetarg w TP wygrał Computerland, a właściwie wygrali go stowarzyszeni z warszawską spółką Francuzi ze Schlumberger Sema. Computerland długo tym zwycięstwem się nie nacieszył, bo zaraz potem uznano, że jednak rozsądniej będzie wdrażać system dla TP z Paryża, a nie w Warszawie. Nie zarobił ani Computerland, ani polski Oracle, co najwyżej parę groszy wpadło wydawcom rozmówek polsko-francuskich.

Start Convergence w TP zapowiadano kilkakrotnie, ale stare oprogramowanie Prokomu nie chce się dać wyrzucić. Wciąż trwają prace, przebiegają konsultacje, poprawiana jest wydajność, a właściwie niewydajność. Licznik bije. Nie w Warszawie rzecz jasna, tylko we Francji, gdzie fizycznie system przetwarza. Grubą rurą dzierżawioną od France Telecom dane wpisywane przez setki księgowych TP trafiają na paryskie serwery Oracle Financials.

Znawcy tematu twierdzą, że w jednym z krajów Europy Środkowej analogiczne wdrożenie Financials w spółce należącej do France Telecom trwało dwukrotnie krócej. Różnica polegała na tym, że projekt prowadzono lokalnie, a nie zdalnie.

Znamy pojęcia outsourcingu, offshoringu, nearshoringu. Tu chyba mamy przypadek darkshoringu – od ściemniania. A kto za to płaci? Pan płaci, pani płaci, my płacimy – społeczeństwo…