Mar 8 2006

Koncesje UMTS, czyli na biednego nie trafiło…

Minister Anna Streżyńska prezentując inicjatywę legislacyjną dokonania konwersji opłat koncesyjnych za UMTS na specjalny fundusz finansowania dostępu szerokopasmowego dla instytucji oświatowych, na próżno usiłowała wytłumaczyć posłom, na czym ta operacja ma polegać. Faktycznie idea jest nieco zagmatwana.

Nadzieja zaiskrzyła natomiast w oczach operatorów. Ci łapią się wszystkich sposobów, żeby opłaty koncesyjne im odpuścić. Boli ich, że za koncesje musieli zapłacić z grubsza licząc osiem razy więcej niż nowy operator Netia Mobile (obecnie P4). Awanturowali się w tej sprawie nawet w Komisji Europejskiej, ale bez skutku. Po prawdzie teraz przychodzi im płacić za dążenie do zablokowania tego rynku z jednej strony, a z drugiej za bezkrytyczne uleganie owczemu pędowi branży z okolic roku 2000.

Humorów nie poprawia im, że coraz głośniej robi się o P4. Czwarty operator może sporo zamieszać na rynku. https://bywalec.computerworld.pl/news/89968.html ” target=”_blank”>Kierujący P4 Chris Bannister to człowiek z Hutchinsona, przed którym drżą obrońcy komórkowego status quo. “Trójca” może albo pozwolić P4 rozwinąć skrzydła (tego wariantu byśmy nie obstawiali), albo starać się zadusić w zarodku poprzez agresywną, wspólną politykę cenową i ofertową. Co oczywiście będzie miało tę wadę, że zdecydowanie pogorszy ROI z telefonii UTMS.

Komórkowcom nie jest do śmiechu. Zapewne wszystko im jedno, czy koncesjami za UMTS będą ratować budżet czy też finansować pracownie internetowe na “ścianie wschodniej” – istotne, że nadal mają do zapłacenia więcej niż miliard euro. Dosadnie rzecz wyłuszczył jeden z prezesów Ery – “jednego nie wiem – czy w ogóle kiedykolwiek to nam się zwróci?”. No cóż, na biednego nie trafiło …


Mar 8 2006

Mityczny Orient, czy Dziki Wschód?

Spośród kilku tysięcy firm informatycznych swoje produkty i usługi za granicę eksportuje zaledwie około 200 – alarmuje dzisiejsza Rzeczpospolita.

Już wkrótce ma to się zmienić, bo swoja ekspansję przede wszystkim na Wschód realizuje ComputerLand i Comarch, planuje także Emax i Asseco i pewnie kilka innych firm do których nie udało się dotrzeć dziennikarzowi Rzeczpospolitej, a które dzwonią czasem do naszej redakcji z pytaniami o raporty poświęcone tamtejszym rynkom.

Trudno uciec od wrażenie, że ten najbliższy nam kulturowo Wschód stał się dla naszej branży IT “mitycznym Orientem”, pełnym skarbów leżących na wyciagnięcie ręki.

Oj, żeby się nie przeliczyli. Na rynki wschodnie ogromnym kosztem wdarli się już wszyscy wielcy światowego IT. I teraz przychodzi im borykać się z tak prozaicznymi problemami jak doliczenie się tu i ówdzie jednego, czy dwóch milionów dolarów za zrealizowany już kontrakt oraz głowić się nad tym czy software zaproponowany przez rodzimą firmę (która kiedyś przez chwilę była partnerem koncernu) nie za bardzo przypomina to co sami oferujemy od lat naszym klientom na całym świecie. Wielkich na to stać (choć w centrali IBM słysząc hasło “Białoruś” paru menedżerów pewnie wciąż zgrzyta głośno zębami). Pytanie, czy będzie stać i naszych rodzimy krezusów?