Mar 16 2017

Woźny wraca do biznesu

Nie jest to odejście zaskakujące jak swego czasu Ryśka z „Klanu”, ale OK: Piotr Woźny, wiceminister cyfryzacji, odchodzi z resortu. Tym razem na dobre. Bo Woźny zapowiadał odejście już kilka razy, ale jak dotąd za każdym razem termin wyprowadzki z Królewskiej przesuwał. Teraz ponoć już na serio znika z MC od początku kwietnia. Wraca do swojego biznesu, czyli kancelarii Woźny i Partnerzy.

Jego odejście to duża strata dla minister Anny Streżyńskiej przynajmniej z trzech powodów.

Pierwszy: Woźny to zaufany człowiek Streżyńskiej. Znają się dobrze przynajmniej od czasów pracy w Ministerstwie Łączności w rządzie prof. Jerzego Buzka. Woźny był wtedy wiceministrem łączności, a Streżyńska doradcą ministra. Później łączyła ich wspólnota celów: Streżyńska jako prezes UKE walczyła z monopolem Telekomunikacji Polskiej, a kancelaria Woźnego pracowała dla konkurentów Tepsy.

Drugi: Woźny jest fachowcem. Prawników znających się na telekomunikacji w podobnym stopniu jest raptem kilku, przy czym liczba to dąży do zera, gdy zaczynają się rozważania, kto z nich chciałby pracować w jakimkolwiek ministerstwie.

Trzeci: Woźny może nie zaharowywał się na śmierć (to nie byłoby stwierdzenie w stylu Bywalca), ale był najsolidniej pracującym wiceministrem u Streżyńskiej. Dwie duże rzeczy, za które się zabrał (choć na pewno nie skończył): na nowo ustawił Program Operacyjny Polska Cyfrowa i ruszył sprawę światłowodowego internetu dla szkół.

Poza kwestiami merytorycznymi Woźny wnosił także na Królewską nieco kolorytu. Jako wiceminister był, jak to powiedzieć, może tak: mało wypomadowany. Stylem daleki od księcia Karola dorobił się korytarzowego przezwiska Kudłaty. Bywalec nie wie, czy w ministerstwie będzie jakaś pożegnalna impreza, ale gdyby, to mógłby na niej zabrzmieć ten kawałek. Nie ze względu na wers: „Twoja generacja – przekleństwo fryzjerów”, ale przez sympatię odchodzącego ministra dla Grabarza i spółki:


Sie 17 2016

Leśkiewicz zrezygnował. COI znowu bez dyrektora

coi-rafal-leskiewicz-centralny-osrodek-informatyki_nowe

Po niespełna trzech miesiącach w fotelu dyrektora Rafał Leśkiewicz zrezygnował z kierowania Centralnym Ośrodkiem Informatyki. To oznacza, że COI będzie miał wkrótce czwartego już w tym roku szefa.

Informacja jest – jak to się ostatnio mówi – megazaskakująca. Po 80 dniach urzędowania z funkcji dyrektora rezygnuje człowiek, który dopiero co zadał sobie sporo trudu, żeby ją w konkursie zdobyć. Przy tym Leśkiewicz, w końcu archiwista, raczej nie podejmuje decyzji pod wpływem emocji. Czyli miał powody, by złożyć dymisję. Jakie? Tu wpływamy na tak lubiane przez Bywalca wody plotek, domysłów i spekulacji, tym bardziej fascynujące, że od rezygnacji mija druga doba, a żadnego komunikatu jak nie było, tak nie ma.

Leśkiewicz nie był wymarzonym kandydatem na to stanowisko. Minister Anna Streżyńska ogłaszając konkurs na dyrektora zapowiadała, że na czele COI powinien stanąć doświadczony menedżer z sektora komercyjnego IT. Taki kandydat chyba się nie znalazł: wybór Leśkiewicza, szefa jednego z wydziałów w Instytucie Pamięci Narodowej, był sporym zaskoczeniem. Background archiwisty na pewno nie dawał mu mocnej pozycji na starcie. W dodatku szybko znalazł się między młotem a kowadłem.

Po rezygnacji Nikodema Bończa Tomaszewskiego w styczniu przedstawiciele Ministerstwa Cyfryzacji poddali ostrej krytyce dotychczasowe dokonania COI. Pracownicy usłyszeli, że do tej pory robili głównie buble, co z pewnością nie działało na nich budująco. Niepewność pogłębiło powołanie tylko tymczasowego dyrektora, Adama Sobczaka, który w Ośrodku był właściwie na pół etatu, a potem przedłużający się konkurs na nowego szefa.

Leśkiewicz od początku próbował uspokoić nastroje w COI i to mu się nie udało. Temperaturę w firmie podnosiły krytyczne materiały prasowe („Jak stracić 100 milionów” we Wprost, „System Rejestrów Patologicznych” w Dzienniku Gazecie Prawnej), pisane z tezą i często rozmijające się z faktami. Leśkiewicz wobec pracowników nie zgadzał się z zarzutami, ale na zewnątrz w przeciwieństwie do Bończa Tomaszewskiego nie zabrał głosu, bo musiałby zakwestionować także część zarzutów MC. 

Żabą, której Leśkiewicz mógł już nie przełknąć, była sprawa eDok, systemu do obiegu dokumentów w urzędach rozwijanego i sprzedawanego przez COI. Równolegle z nim Podlaski Urząd Wojewódzki stworzył swój system EZD (Elektroniczne Zarządzanie Dokumentacją), którym zainteresowało się kilka innych urzędów. MC uznało, że administracja powinna używać jednego systemu i zleciło audyt eDok i EZD firmie Laboratrium.ee, specjalizującej się dotąd raczej w projektowaniu interfejsów. Po audycie Ministerstwo zleciło przygotowanie koncepcji tzw. EZD RP. Mają ją opracować NASK wraz z – uwaga! – dotychczasowym audytorem, Laboratorium.ee. Dla COI oznaczało to prestiżową porażkę.

Leśkiewicz nie był już w stanie opanować rozgoryczenia w zespole. Z COI zaczęły odchodzić kluczowe osoby zajmujące się Systemem Rejestrów Państwowych i eDok. Ich brak, pikujące nastroje załogi, presja terminów i dorzucanie kolejnych zadań COI – to wszystko mogło sprawić, że Leśkiewicz przestał wierzyć w powodzenie swojej misji.


Maj 10 2016

ePUAP działa, jak nie działa

AKTUALIZACJA: Czytelnik JK zaproponował w komentarzu kilka możliwych wyjaśnień dziwnego zachowania ePUAP-u. Sam zdecyduj, które jest najbardziej prawdopodobne.

Zobacz wyniki!

Od pięciu dni nie działa ePUAP. Minister Streżyńska chyba tym razem naprawdę się wnerwiła, bo w jednym z wpisów na Facebooku stwierdziła, że „gdyby nie środki z UE, należałoby go zaorać”. To znaczy ePUAP, nie Facebooka.

Z wyjaśnień min. Streżyńskiej wynika, że ePUAP został zaprojektowany bez redundacji – w przypadku awarii nie może przełączyć operacji do środowiska zapasowego, które zagwarantowałoby ciągłość działania.

COI, który przejął utrzymanie systemu w zeszłym miesiącu, powołał sztab kryzysowy, który próbuje reanimować trupa, ale łatwo nie jest, zwłaszcza że z Ministerstwa Cyfryzacji zniknęło wielu ludzi, którzy ogarniali tę platformę, a jej dotychczasowy gospodarz, Centrum Cyfrowej Administracji, jest właśnie likwidowane. Dlatego COI wezwał wykonawcę systemu (COI nie precyzuje którego: Comarch, Pentacomp czy PWPW). „Dostawca przyjął zlecenie i przystąpił do jego realizacji” – stwierdza komunikat na stronie COI przygotowany przez wicedyrektor Monikę Jakubiak.

Z treści komunikatu wynika, że nie da się określić terminu, w którym awaria zostanie usunięta. Dzisiejsza aktualizacja tego wpisu mówi, że „rośnie liczba operacji wykonywanych w systemie przez użytkowników”, chociaż „nadal trwają pracę nad pełnym i stabilnym uruchomieniem ePUAP”.

No, tego to już Bywalec nie rozumie. Jak może rosnąć liczba operacji, jak trwają prace nad stabilnym uruchomieniem?! Działa, jak nie działa?