Gru 21 2016

GIODO: nadciąga koniec

Wszystko wskazuje na to, że rok 2017 będzie ostatnim rokiem istnienia urzędu Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. GIODO nie daje ostatnio wprawdzie żadnych znaków życia i stacza się w urzędniczy niebyt, ale myli się ten, kto sądzi, że umrze śmiercią naturalną. W zaciszu ministerialnych gabinetów pisze się właśnie na GIODO wyrok.

Kres istnieniu GIODO ma przynieść nowa ustawa o ochronie danych osobowych. Dostosuje ona polskie przepisy do europejskiego rozporządzenia GDPR (General Data Protection Regulation).

Prace nad nową ustawą mają się zakończyć do maja 2017 r. Prowadzi je, podobno przy całkowitym désintéressement GIODO, Ministerstwo Cyfryzacji. W listopadzie do gabinetu politycznego minister Anny Streżyńskiej trafił jako doradca Maciej Kawecki, wcześniej zatrudniony w GIODO na stanowisku głównego specjalisty. Kawecki to młody prawnik z doktoratem, adiunkt w warszawskiej Wyższej Szkole Menedżerskiej. I to on właśnie pracuje nad nową ustawą.

Ustawa wzmocni pozycję regulatora w ochronie danych osobowych. Nowy urząd zyska pozycję przynajmniej taką, jak obecnie ma UOKiK. Jego decyzje będą miały potężne konsekwencje dla biznesu. Wystarczy wspomnieć, że GDPR wprowadza drakońskie kary finansowe za naruszenia ochrony danych osobowych. Ich górna granica sięga 10 mln euro lub 2% światowych obrotów firmy (stosuje się ten parametr, który daje wyższą kwotę), a w przypadku cięższych przewinień rośnie do 20 mln lub 4%.

Sposób powołania nowego „inspektora” określi ustawa, ale można się podziewać , że ze względu na siłę i znaczenie nowego urzędu obecna Generalna Inspektor będzie miała niewielkie szanse. Po półtorarocznym urzędowaniu mało kto ją kojarzy: po hiperaktywnym Wojciechu Wiewiórowskim jest tak niewidoczna, że można ją uznać za byt wirtualny.

Ponieważ Bywalec nie mógł sobie przypomnieć nazwiska Pani GIODO, postanowił przeprowadzić szybki test. Z obdzwonionych pięciu osób, które powinny to wiedzieć, nikt nie umiał z głowy podać jej nazwiska.

No więc uwaga: Edyta Bielak-Jomaa.


Wrz 28 2016

Odstrzał w GUGiK

Do Głównego Urzędu Geodezji i Kartografii dotarła zmiana, ale raczej taka mniej dobra. 22 września, podczas porannego spotkania odwołane zostało kierownictwo GUGiK, w szczególności osoby odpowiedzialne za kluczowe projekty informatyczne:

  • dyrektor oraz zastępca dyrektora Departamentu Informatyzacji i Rozwoju Państwowego Zasobu Geodezyjnego i Kartograficznego,
  • dyrektor Departamentu Geodezji, Kartografii i Systemów Informacji Geograficznej,
  • dyrektor Departamentu Informacji o Nieruchomościach,
  • dyrektor Departamentu Nadzoru, Kontroli i Organizacji Państwowej Służby Geodezyjnej i Kartograficznej,
  • i dodatkowo dyrektor generalny urzędu.

Kadrowa karuzela w GUGiK rozkręciła się na dobre po odwołaniu na początku sierpnia szefa urzędu i Głównego Geodety Kraju Kazimierza Bujakowskiego, którego obowiązki przejęła obecnie Aleksandra Jabłonowska, dotychczasowa dyrektora Departamentu Prawno-Legislacyjnego. W sierpniu zwolniony został także zastępca Głównego Geodety Kraju Jacek Jarząbek.

O powodach tych decyzji nic nie wiadomo. GUGiK mógł się ostatnio pochwalić kilkoma sukcesami. W połowie grudnia zakończył prace nad swoim największym systemem – Geoportal 2, do którego dodatkowo opracował moduł dla służb ratowniczych (m.in. te wdrożenia przyniosły Urzędowi tytuł Lidera Informatyki 2016 wśród instytucji administracji publicznej w konkursie organizowanym przez Computerworld).

 Wcześniej GUGiK zdobył opinię prymusa w budowie e-usług. Po pierwszym naborze projektów do finansowania z Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa, do którego urzędy zgłosiły kilkadziesiąt projektów, do wsparcia zakwalifikowano ledwie sześć, z tego trzy przedstawione właśnie przez GUGiK.

 No więc poprzeczka przed nowym szefostwem zawieszona jest wysoko. Trzeba się będzie narobić, żeby pokazać, że nastąpiła dobra zmiana.


Sie 17 2016

Leśkiewicz zrezygnował. COI znowu bez dyrektora

coi-rafal-leskiewicz-centralny-osrodek-informatyki_nowe

Po niespełna trzech miesiącach w fotelu dyrektora Rafał Leśkiewicz zrezygnował z kierowania Centralnym Ośrodkiem Informatyki. To oznacza, że COI będzie miał wkrótce czwartego już w tym roku szefa.

Informacja jest – jak to się ostatnio mówi – megazaskakująca. Po 80 dniach urzędowania z funkcji dyrektora rezygnuje człowiek, który dopiero co zadał sobie sporo trudu, żeby ją w konkursie zdobyć. Przy tym Leśkiewicz, w końcu archiwista, raczej nie podejmuje decyzji pod wpływem emocji. Czyli miał powody, by złożyć dymisję. Jakie? Tu wpływamy na tak lubiane przez Bywalca wody plotek, domysłów i spekulacji, tym bardziej fascynujące, że od rezygnacji mija druga doba, a żadnego komunikatu jak nie było, tak nie ma.

Leśkiewicz nie był wymarzonym kandydatem na to stanowisko. Minister Anna Streżyńska ogłaszając konkurs na dyrektora zapowiadała, że na czele COI powinien stanąć doświadczony menedżer z sektora komercyjnego IT. Taki kandydat chyba się nie znalazł: wybór Leśkiewicza, szefa jednego z wydziałów w Instytucie Pamięci Narodowej, był sporym zaskoczeniem. Background archiwisty na pewno nie dawał mu mocnej pozycji na starcie. W dodatku szybko znalazł się między młotem a kowadłem.

Po rezygnacji Nikodema Bończa Tomaszewskiego w styczniu przedstawiciele Ministerstwa Cyfryzacji poddali ostrej krytyce dotychczasowe dokonania COI. Pracownicy usłyszeli, że do tej pory robili głównie buble, co z pewnością nie działało na nich budująco. Niepewność pogłębiło powołanie tylko tymczasowego dyrektora, Adama Sobczaka, który w Ośrodku był właściwie na pół etatu, a potem przedłużający się konkurs na nowego szefa.

Leśkiewicz od początku próbował uspokoić nastroje w COI i to mu się nie udało. Temperaturę w firmie podnosiły krytyczne materiały prasowe („Jak stracić 100 milionów” we Wprost, „System Rejestrów Patologicznych” w Dzienniku Gazecie Prawnej), pisane z tezą i często rozmijające się z faktami. Leśkiewicz wobec pracowników nie zgadzał się z zarzutami, ale na zewnątrz w przeciwieństwie do Bończa Tomaszewskiego nie zabrał głosu, bo musiałby zakwestionować także część zarzutów MC. 

Żabą, której Leśkiewicz mógł już nie przełknąć, była sprawa eDok, systemu do obiegu dokumentów w urzędach rozwijanego i sprzedawanego przez COI. Równolegle z nim Podlaski Urząd Wojewódzki stworzył swój system EZD (Elektroniczne Zarządzanie Dokumentacją), którym zainteresowało się kilka innych urzędów. MC uznało, że administracja powinna używać jednego systemu i zleciło audyt eDok i EZD firmie Laboratrium.ee, specjalizującej się dotąd raczej w projektowaniu interfejsów. Po audycie Ministerstwo zleciło przygotowanie koncepcji tzw. EZD RP. Mają ją opracować NASK wraz z – uwaga! – dotychczasowym audytorem, Laboratorium.ee. Dla COI oznaczało to prestiżową porażkę.

Leśkiewicz nie był już w stanie opanować rozgoryczenia w zespole. Z COI zaczęły odchodzić kluczowe osoby zajmujące się Systemem Rejestrów Państwowych i eDok. Ich brak, pikujące nastroje załogi, presja terminów i dorzucanie kolejnych zadań COI – to wszystko mogło sprawić, że Leśkiewicz przestał wierzyć w powodzenie swojej misji.