Za grzechy korporacyjne

Sektorem publicznym w IBM Polska nie rządzi już Marcin Figiel, lecz tymczasowy p.o. dyrektora. To intrygująca zmiana: nie tak dawno odszedł z IBM Sylwester Grzebień, teraz jego następca.

Za co można wylecieć z korporacji? Można nie przygotować sensownego planu sprzedaży i tym samym nic nie sprzedać w publicu w pierwszym kwartale. Można też nie być „urodzonym” liderem albo być zbyt wyrazistym. A już chyba korporacje za największy grzech uważają zbytnie spoufalanie się z klientami i wprowadzanie na siłę dodatkowych partnerów do konsorcjów.

Czy tak było w przypadku Marcina Figla – nie wiemy. Mówi się, że wyleciał za całokształt. A jak było naprawdę, korporacja milczy jak ksiądz w konfesjonale.


komentarzy 6 dla “Za grzechy korporacyjne”

  • stan napisał:

    Czasy są trudne i liderom również nie wiedzie się najlepiej. Potrzeba nowych idei jak nigdy przed tym, a i tak sprawy mogą potoczyć się tam gdzie zwykle…, szkoda.

  • ryjek napisał:

    Korporacja kaze tez za utracone szanse a taka bylo spartolone przez Big Blue wsadzenie „swojego” dyrektora informatyki w pewnym ministerstwie. Wszyscy wiedzieli ze protegowany to karierowicz, cymbal i intrygant, tylko nie w BB …

  • obserwator napisał:

    Sam się dziwiłem jak to się stało?
    Żadnych koncepcji, brak aktywności.
    Przecież ciągle nie można sprzedawać mainframów?

  • Abu Quba napisał:

    to są też skutki micromanagementu ze strony regionu i wycięcia większości tubylców którzy wykazywali jakąś osobowość

    zwłaszcza to jest szkodliwe u dużego niebieskiego, gdzie w regionie są raczej tacy bardziej lumpen-managerowie

    na korzyść tej teorii świadczy też dobra kondycja GBSów, którzy ciągle stanowią firmę w firmie

  • Abu Quba napisał:

    poprzedni wpis dotyczy oczywiście uwag Obserwatora, a nie losów kol. MF

  • GOSCIU napisał:

    „Lumpen-managerowie”, piekne! Niestety tacy stanowia chyba wiekszosc w strukturach regionalnych dowolnego koncernu IT (a pewnie nie tylko IT)…

Skomentuj