Walizka pełna wspomnień

Czyli to, czego nie mówi się na oficjalnych przyjęciach, a Bywalec zasłyszał w związku z numerem specjalnym Computerworld 20 lat. W tym roku świętujemy 20-lecie transformacji społeczno-ustrojowej w naszym kraju i związanego z tym rozwoju branży IT w Polsce. Pierwsze firmy informatyczne nad Wisłą powstawały, jednak, już znacznie wcześniej. Jak wspomina Włodzimierz Łuksza, prezes firmy Hector, pierwszy komputer sprzedał w roku 1984. Wówczas, aby mieć zarejestrowaną działalność gospodarczą, trzeba było zapisać się do… cechu. Specjaliści od IT zostali zrównani z takimi rzemieślnikami, jak elektrycy (tam zapisał się Waldemar Sielski), czy mechanicy precyzyjni (Jacek Papaj). Zygmunt Grajkowski, późniejszy inwestor w spółki IT z ramienia Enterprise Investors, założył 123-ą na rynku spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością – Technimex. Dziś doradza przy fuzjach. Uważa, że w ostatnim 20-leciu można dostrzec kilka faz rozwoju rynku IT. Początkowo, sprzedawało się produkt. Później, informatyzowało się procesy biznesowe. Dziś wygrywają firmy, które sprzedają własne, unikalne rozwiązania lub usługi. Stąd inwestycje IBM, HP, czy Xeroxa w tego typu firmy.

Z walizką i z plecakiem

Na początku lat 90. ówcześni prezesi firm IT zbierali dolary, a potem lecieli na Tajwan, czy do Singapuru (przedsiębiorcy jechali wówczas za granicę z sumami nawet kilkuset tysięcy zielonych banknotów). Tam kupowali części komputerowe. Lżejsze rzeczy – dyski i procesory – zabierali do bagażu podręcznego. Eksport na masową skalę ruszył dopiero, gdy BRE Bank, jako pierwszy, zaczął sprzedawać na aukcjach dewizy. Czasami można było się umówić z bankowcami na późniejszą spłatę, np. po sześciu tygodniach. Dzięki temu, można było spłacić „dług” po przyjściu towaru z Azji.

Jadąc do Singapuru, ludzie nie myśleli o obostrzeniach COCOM. Część pewnie nawet o nich nie wiedziała. Nikomu, zresztą, ,nie było to na rękę. Wydanie zezwolenia na zakup serwera trwało wówczas pół roku; zgodzić się musieli na to przedstawiciele kilku, wytypowanych krajów NATO. Omijanie COCOM-u było, jednak, niekiedy bardzo opłacalne. Jeden z pionierów branży IT sprowadził ze Stanów Zjednoczonych pięć kart do symulatorów lotów, które sprzedał później do Instytutu Lotnictwa w Warszawie. Jak dziś wspomina, zysk z tej jednej transakcji pozwolił mu na kupno domu. Drugi, zapewne, kupił pośrednik. Na kontrakcie rządowym można było wówczas „zrobić” złoty interes, dzięki blisko 50-proc. marżom.

Tak rodziły się pierwsze, polskie spółki IT. A jak się zostawało szefem polskiego oddziału zachodniej korporacji? Z ogłoszenia, jak Waldemar Sielski, pierwszy dyrektor generalny Microsoftu w Polsce. Ogłoszenie, którym się zainteresował, ukazało się 31 lipca w Gazecie Wyborczej. Latem cała Warszawa pustoszeje, więc nie miał zbyt dużej konkurencji. Zgłosiło się zaledwie 5 osób. Chociaż wcześniej i tak Sergiusz Wiza namówił go do przyjścia do Microsoftu. Sprowadzając do Polski Windows 3.11 i pierwsze pakiety Office, czuł się pionierem. Dziś czuje się jak człowiek z poprzedniej epoki. Przynajmniej takie odniósł wrażenie, gdy na spotkaniu Google Days przedstawiano go jako byłego szefa Microsoftu w Polsce. Może i tak jest? Tym bardziej, że parę lat temu zmienił branżę z IT na medyczną.

Nie odbiegając daleko od Microsoftu… Ponoć lata temu, do Tada Krusiewicza – późniejszego prezesa California Computers, dzisiaj odpoczywającego na emeryturze w Kalifornii – zadzwonił kiedyś Bill Gates. Dopiero „rozkręcał” Microsoft, a Tad Krusiewicz prowadził wówczas sieć sklepów z elektroniką w Kalifornii. Zapewne chodziło o współpracę. Zbył jednak twórcę potęgi koncernu z Redmond, karząc sekretarce powiedzieć, że jest w banku.

Wielcy nieobecni

Czy ktoś dziś pamięta Protech? Ile jeszcze innych, pierwszych spółek IT zniknęło bez śladu. Ryszard Kajkowski – dziś zapomniany – wciąż uważa, że to dzięki jego oprogramowaniu Ryszard Krauze mógł stworzyć potęgę Prokom Software, spółki której nazwa zniknęła już z rynku. Był twórcą edytora PL TEKST i systemu finansowo-księgowego, jeszcze niedawno używanego przez polskie firmy. Skoro już wymieniliśmy nazwisko „cesarza” polskiej branży IT, warto przytoczyć jedną z „miejskich legend” dotyczących Ryszarda Krauzego. Ponoć jego kierowca, Pan Czesio, potrafił zapukać o 2 w nocy do drzwi rządowych „informatyków” komunikując im, aby się ubierali, bo zaraz przyjdzie Prezes. Robił tak tylko wtedy, gdy coś miało nie pójść po jego myśli. Do dziś, podobno, najlepiej umawiać się na spotkania z Ryszardem Krauze przez Pana Czesia.

Oficjalnie, w świetle dnia branża IT spotykała się z przedstawicielami administracji w ośrodku Urzędu Rady Ministrów w Łańsku. Dziś należy on do Kancelarii Premiera RP, ale nikt tam już nie jeździ. Chyba, że prywatnie, na żagle. Pamiętnym wydarzeniem w Łańsku było, ponoć, przecięcie siekierą łącza do sieci Polpak. Dzięki niemu chciano zaprezentować pierwszą możliwość połączenia się ze zwykłego komputera PC do zasobów serwera mainframe. Niektórzy uważają, że ktoś chciał skompromitować ówczesnego premiera Waldemara Pawlaka. Tego zaś od zawsze fascynowała informatyka. Miał wówczas w swoim otoczeniu osobę, którą dziś można by określić mianem Głównego Informatyka Kraju. W obecnym rządzie takiej osoby brakuje.

Nieustająca e-administracja

Wiele projektów w polskiej administracji nie powstało do dziś, jak choćby Rejestr Usług Medycznych, nad którym kolejne rządy pracują od 1992 r. Nie zmieniła się jeszcze jedna rzecz – pierwszy rok rządów, to zawsze „konsolidacja” ekip przetargowych. Za czasów rządów PiS doprowadzono do tego pewnego rodzaju paranoi. Firmy prywatne nie miały dostępu do informacji, bo to mogło prowadzić do korupcji. Obostrzenia objęły, jednak, tylko spółki polskie. Za prywatne przedsiębiorstwa nie uznano zachodnich koncernów…

W latach 90. rządowi informatycy często szkolili polityków z obsługi komputerów. Jeden z nich opowiada, jak to premier Waldemar Pawlak – dzięki nowemu laptopowi i bazie danych z Głównego Urzędu Statystycznego „wrzuconej” do Excela – wywrócił do góry nogami Plan Powszechnej Prywatyzacji w ramach Narodowych Funduszy Inwestycyjnych. „Ściągnął” na swój komputer dane o 6300 spółkach i „zapuścił” kilka algorytmów, które zresztą sam napisał. Niestety, przerosły one możliwości ówczesnych notebooków. Komputer stanął. Zadaniu podołał dopiero czteroprocesorowy serwer Suna, a i tak analiza zajęła mu 16 godzin! Ostatecznie, okazało się, że prywatyzując spółki w ramach NFI jeden inwestor mógłby skupić firmy, których udział w danym sektorze gospodarki przekraczałby 50%. Konieczne były korekty.

Stracone okazje

Jak dziś oceniają ostatnie 20 lat pionierzy branży IT? Uważają, że straciliśmy szansę, jaką mieliśmy dzięki środkom, które płynęły do branży IT w latach 90. Część winy za to ponosi, jak uważają ludzie z branży, Prokom Software, który przejmował największe kontrakty i do niego płynął największy strumień pieniędzy. Mimo to, nie zbudował firmy globalnej. Nie reinwestował też środków w IT. Nie szukał ciekawych, młodych spółek IT, aby je wesprzeć. Wszystko szło w nieruchomości. Dziś Adam Góral, spadkobierca Prokomu zmienia to. Konsoliduje europejski rynek twórców oprogramowania, a wkrótce rozpocznie program „Inwestuj z Asseco”. Chce znaleźć innowacyjne, niewielkie firmy z gotowym produktem.

Taką spółką mógł być kiedyś MKS, patrząc chociażby na to, jak rozwija się czeski AVG i słowacki ESET. Niestety, zmarł jego założyciel Marek Sell. Jego spadkobiercy zaś zaczęli toczyć bój z byłymi pracownikami firmy. W całej litanii oskarżeń najcięższe zarzuty dotyczyły kradzieży praw autorskich i działania na szkodę spółki. Syn Marka Sella, Mateusz miał nawet propozycję odkupienia części udziałów i wsparcia prawnego w walce o schedę po ojcu, ale do transakcji nie doszło. Dziś trzeba szukać kolejnej, równie innowacyjnej firmy.


komentarzy 8 dla “Walizka pełna wspomnień”

  • emeryt napisał:

    łańskie imprezy SRSO… to były czasy…

    albo nominacje Pawlaka – informatyka na Prezesa PAP, a dziennikarza na Głównego Informatyka Kraju

  • wdecha napisał:

    A ALSO jedyny (chyba…) w pelni udany duzy projekt w centralnej administracji publicznej. Ciekawe co sie dzieje z ludzmi o ktorych 10 lat temu pisaliscie.

  • YoYo napisał:

    @wdecha: wszyscy wyrozniajacy sie ALSOwcy dzialaja po biznesowej stronie lady.

  • Anonim napisał:

    najbardziej udany projekt w historii to bez wątpienia PESEL.
    bez prince, bez konsultantów, niezależnych firma doradczych, światowych firm.
    Kupili simensa i postawili PESEL, do dzis stoi.
    A pesel2?
    Umarł 🙂

    • Sachin napisał:

      fglhit. of. the. conchords.specyficzne i trzeba wpasc w klimat, ale momentami super. odważam sie tym podzielic, bo bardzo podoba mi sie wiekszość wymienionych powyzej, wiec a nuz choć troche pokrywaja nam sie gusta:P

  • nencky napisał:

    Czy na pewno „karząc”, Panie Autorze?

  • Ej Bywalec napisał:

    Mam nadzieje ze doszliscie do siebie po swiatecznych pierogach i noworocznym szampanie. Wracajcie do roboty b juz po 3 Krolach a sporo sie dzieje w Branzy …

  • amen napisał:

    Mnie też się wydaje, że ALSO to jedyny udany duży projekt dla Administracji Publicznej. Przy takich okazjach należy wspominać sukcesy, bo to jest pozytywnie motywujące.

Skomentuj