Korporacja kieruje polskim Sunem

Jak się dowiedział Bywalec, korzystając z panującego bezkrólewia centrala zaprowadziła swoje porządki. Jak to obrazowo ujął nasz rozmówca, pocięto firmę na kawałki, mianowano menedżerów od niewiadomo czego, wprowadzono procedury wymagające zgody piętnastu osób niezorientowanych w najdrobniejszych sprawach.

Romanowi Durka, który przyszedł za Piotra Wierzbickiego, sprzedano wizję, w której country manager decydował o wszystkim. Tymczasem jest zupełnie na odwrót. O tym, że firma nie miała poważnych zamiarów wobec tego stanowiska świadczy fakt, że przez trzy miesiące nie wpisano Romana Durki do Krajowego Rejestru Sądowego. Mógł działać wyłącznie dzięki pełnomocnictwom. Odkąd odszedł Piotr Wierzbicki figuruje tam Jarmo Kuusivuori, Managing Director Middle Europe w Sun Microsystems.

Według relacji naszych rozmówców, podwładni Romana Durki szybko określili go mianem postaci tragicznej. W dobrej wierze proponował swoje pomysły, których korporacja w ogóle nie chciała słuchać. Potrzebny był (i nadal chyba jest) country manager, który ma sprzedawać i nie przeszkadzać, ale jednocześnie odpowiadać za wykonanie planów i wyników nie mając na ich realizację wpływu. W strukturze polskiego oddziału powstały bowiem piony z własnym budżetem i zwierzchnikiem w centrali, luźno zależne od lokalnego szefa.

Dla Romana Durki taki obrót sprawy zapewne szybko okazał się frustrujący i wykorzystał szansę przejścia do Fujitsu-Siemens Computers. Gdyby nie fakt, że jest zastój na rynku, nikt by już nie został w polskim oddziale Suna. Zapewne jego pracownicy będą wykruszać się powoli. Gdyby pojawiła się oferta pracy w dobrej firmie 80% odejdzie bez zastanowienia – relacjonuje nasze źródło.

Tak zapewne też zrobił Łukasz Świątek, odpowiedzialny dotąd za marketing, w tym także za współpracę marketingową z partnerami w Sun Microsystems Polska. Jego wczorajsza decyzja specjalnie nie dziwi. Być może stracił już cierpliwość do tłumaczenia nam co się dzieje w firmie…

Więcej o sytuacji w polskim oddziale Suna piszemy na Computerworld online.


Skomentuj