Informatyka na salonach (warszawskich)

Tylko w poprzednim wpisie zapewnialiśmy o tym, że ponownie zaczyna się parcie na informatyków (w Krakowie), a już znaleźliśmy przykład przeczący tej tezie. Oto jeden z najpopularniejszych polskich website’ów Pudelek.pl przynosi fascynującą informację o tym, że ktoś „dla nurkowania rzucił świetną pracę informatyka w Warszawie„. Kto? Nowy mężczyzna Martyny Wojciechowskiej. Kolegom z kultowego Pudelka podpowiadamy: Jerzy Błaszczyk to były pracownik Infovide Matrix.

I tak nieco hmm „okrężną” drogą informatyka trafiła na salony. Wystarczyło w spektakularny sposób cisnąć etatową pracę i poświęcić się hobby by przyciągnąć uwagę tabloidów. Kto następny panowie?


komentarzy 13 dla “Informatyka na salonach (warszawskich)”

  • exCA napisał:

    Przyklad dobry, ale intrepretacja zla: im wiecej ludzi z IT ucieknie w nurkowanie, tym wieksze ssanie na rynku 🙂 Ech, Koledzy Bywalcowie, ekonomia sie klania 😉

  • bywaleczpokojuobok napisał:

    Przecież związek p. Martyny z p. Jerzym to nic innego jak dowód, że informatycy cieszą się coraz większym powodzeniem. Nie tylko na rynku pracy.

  • bartek napisał:

    Zniżanie się do poziomu rynsztoka jakim jest wspomniany Pudelek jest dla mnie zaskakujące i żenujące. Jesteście pismem branżowym – nie macie nic do powiedzenia od siebie, że musicie cytować szmatławce??
    Co wnosi ta informacja, która notabene jest zwykłym KŁAMSTWEM – Jurek jest czynny zawodowo i prowadzi projekty informatyczne. Tak to jest jak się wierzy w brednie tabloidów…

  • Jakub Chabik napisał:

    Korekta, wg. danych PKW frekwencja wyrosła prawie 55%. Nadal zwyciężył kandydat Nieobecny, natomiast przegrały sondażownie. Ich dane o frekwencji (i wyniku zresztą też) były funta kłaków warte.

  • Krzysiek napisał:

    Z tym Napieralskim to bym nie przesadzal. Sukces Napieralskiego to nie sukces lewicy, ale Kaczynskiego, ktory ma silna pozycje w TVP a TVP ostatnio jakos wybitnie mocno promowala Napieralskiego. Po prostu- Napieralski zebral glosy, ktore prawdopodobnie poszlyby na Komorowskiego. Od dawna roznica miedzy PO a SLD jest nierozpoznawalna, obie partie juz dawno nie mowia konkretow, nie glosza zadnego programu, graja wylacznie na emocjach.
    Sadze wiec, ze pierwsza tura to sukces Kaczynskiego.
    Niestety. Na drugie glosowanie nie ide, nie wybieram „mniejszego zla”.

  • DT napisał:

    A ja jak zwykle przewrotnie 😛
    http://dtpw.pl/DEMOKRACJA.PNG

  • Jakub Chabik napisał:

    Wygląda na to, że PKW też pochwaliłem za wcześnie…

  • ar napisał:

    Ciekawym rozwiązaniem byłoby umieszczenie na karcie do głosowania 11. pozycji „żaden z powyższych”, wtedy faktycznie byłoby widać czy ktoś ma gdzieś wybory i nie idzie na nie, czy nie idzie bo wybór, taki jaki został zaproponowany, mu nie odpowiada. Oczywiście taki głos byłby ważny i liczył się do ogólnej frekwencji.

  • Marcin napisał:

    @ar …, jak powiedział mi kolega pracujący w komisji, niektórzy ludzie sami rozwiązują ten problem, dopisując kogoś (np siebie) na liście i stawiając przy nim krzyżyk :-).

  • ar napisał:

    @Marcin niby tak, ale to nie ma konsekwencji w statystykach i W obliczaniu wyniku wyborczego.
    A przy głosowaniu w drugiej turze głosy te liczyłyby się przeciw obu. Za to „głosy” nie głosujących za oboma.
    Taki sposób liczenia na pewno zmotywowałby ludzi do głosowania.

  • DT napisał:

    Jasne, skoro ludzie nie chcą głosować, to nie dlatego że może coś
    w tym jest, tylko dlatego, że im sie nie chce, albo obowiązków
    obywatelskich nie spełniają 🙂 Zaliczajmy głosy nieobecnych
    jako głosy, w końcu istnieją, a skoro nie chcą głosować, to niech
    głosują mimo że nie chcą 🙂 Genialne 😛 Coś wam, zwolennicy
    takich wynalazków powiem – gdyby, hipotetycznie, NIKT nie przyszedł
    do głosowania, gdyby nie wybrano nowego prezydenta, albo nowego
    parlamentu – niezależnie od tego czy poprzedni by został, czy też
    nowy zostałby wybrany przez dowolnie rozumianą aklamację – NIC by się
    nie stało. Słońce wstałoby następnego dnia, ludzie poszliby do pracy,
    piekarze upiekliby chleb, a gdyby to była zima, do dzieci przyszedłby
    Mikołaj etc.
    Jakieś wnioski? Pozdrawiam.

  • DT napisał:

    Ściśle rzecz biorąc nie jestem jakimś anarchistą, rewolucjonistą
    czy innym radykało-liberałem. Ale gwarantuję głową, że gdyby zamiast
    obecnej liczby posłów i innych urzędników państwowych (nie wspominając
    o pracownikach ZUS, U.S. i in.) była mniejsza o 95%, ewentualnie gdyby zwolnić wszystkich, zrobić miesiąc quasi-wakacyjnej przerwy w
    funkcjonowaniu wszelkich komisji, parlamentów, itp., a po upływie
    miesiąca przyjąć 5% poprzednio
    zatrudnionych, z zastrzeżeniem że osoba poprzednio pracująca w urzędzie
    nie może podjąć na nowo tej pracy – NIC by się nie stało. No, może
    za wyjątkiem wzrostu zadłużenia w państwowej służbie zdrowia, które
    z pewnością już dawno jest tylko liczbą napisaną na papierze, a szpitale, z których zresztą nie korzystam, działają.. ech.

  • previous napisał:

    previous

    Informatyka na salonach (warszawskich) | Bywalec Computerworld.pl

Skomentuj