A już prawie Święta – post dla wtajemniczonych

Czytelnicy nie tylko nas informują, czasem piszą za nas. Poniżej wpis naszego wiernego Czytelnika (nazwisko znane redakcji), który czepia się naszego dobrego kolegi. Robi to z wdziękiem więc zgodziliśmy się opublikować. OSTRZEŻNIE – humor mocno środowiskowy.

Z firm headhunterskich dochodzą odgłosy poruszenia. Już miało być spokojnie do Świąt. Rok finansowo podliczony. A tu przychodzi zamówienie na gościa od marketingu i to tego jednego. Skąd ten nagły pośpiech? Szybkie śledztwo, kilka rozmów i co się okazuje. Ten facet w małym pokoju na zapleczu kuchni zebrał grono kilkunastu wysokiej rangi menedżerów z firm IT i przez ponad pół godziny trzymał ich na reklamie kolejnych swoich konferencji, które zapewne będą musieli sponsorować. A jak nie będą chcieli, to się ich przy okazji nie opisze w jego tygodniku, lub nawet opisze ale w szarym tonie. Majstersztyk wciskania kitu. Potrzeba nam takiego faceta, bo jakoś z tymi marketingowcami od external communication coraz bardziej krucho.

Konsultanci zostali pogonieni do roboty. Na jutro mają przygotować structured in-depth interview. Ile MU zaproponować. Musi być dużo bo konkurencja może przebić wyższą stawką, ale też nie za dużo bo przecież chyba nie jest aż tyle wart. Czy zaproponować MU okres próbny, czy też może zaryzykować termless contract?

Ale też podczas kolejnych dyskusji jak GO złowić, rodzą się pytania i wątpliwości. Jakie są jego rzeczywiste cechy i talenta? A może zamiast do marketingu, lepiej go wykorzystać w public sector jako business development manager od informatyzacji administracji. Ma przecież chłop nieziemskie pomysły i pobierał nauki u takiego guru z Francji. A że studiował tylko historię, to nie przeszkoda (przecież guru był socjologiem) a ON już tyle lat ociera się o wszystkich ważnych w informatyce. Nie ON pierwszy przez akomodację i asymilację może się stać wielkim informatykiem. Kto by się przejmował profesjonalnym wykształceniem i doświadczeniem.

Coraz więcej dyskusji, coraz to nowe pomysły, coraz wyższy będzie rachunek dla klienta. Kasiu, przynieś mi jeszcze te analizy osobowości przygotowane przez tę naszą nową psycholożkę. No nie, rozdwojenie osobowości? Ma halucynacje, bo nie wie czy jest dziennikarzem, czy prezenterem, a może showmanem? Wybujałe ambicje? Chce zarządzać, chce mieszać w głowach, chce być zbawcą e-administracji? I jeszcze problemy z etyką biznesową – zamiast informowania to kreowanie rzeczywistości. Co za bzdury, już ja z tą psycholożką jutro pogadam.

Ale takiego gościa nie możemy sprzedać klientowi. Kasiu, zadzwoń do nich i powiedz, że ten model boi się zmieniać pracę i woli już być dziennikarzem, bo wtedy może dalej robić to samo co dotychczas, nie ponosząc za to co mówi i pisze żadnej odpowiedzialności.

Możemy już iść świętować. Bzyk, bzyyyyk, bzyyyyyyyyyyyyk. Halo kochanie. Co nie było drożdży? Dobrze. Drożdże, karp i choinka. Tak będę pamiętać. Spoko, nara kochanie.


komentarze 3 dla “A już prawie Święta – post dla wtajemniczonych”

  • niemy napisał:

    ale o co chodzi…

  • ja a bo kto napisał:

    o pętaka a o kogo innego?

  • Paweł Krawczyk napisał:

    W mojej grupie na wydziale chemii na Politechnice Krakowskiej było 5 facetów i 25 dziewczyn. Było to w drugiej połowie lat 90-tych. Kierunek ściśle inżynierski i technologiczny, a o dżender stadis w Polsce nikt jeszcze wtedy na szczęście nie słyszał. Równocześnie na wydziałach takich jak mechanika czy elektryka proporcje były niemal dokładnie odwrotne (na oko). Nikt z tego dramatu nie robił.

    Przestrzegam natomiast przed myśleniem w skali „makro” tzn. że niedobór kogoś tam gdzieśtam jest niekorzystny dla gospodarki. Po pierwsze, trzeba mieć do takiego twierdzenia jakieś podstawy naukowe. Po drugie, łatwo wpaść w pułapkę realizacji czyichś partykularnych interesów.

    Np. ostatnio prezes ZUS pan Derdziuk i przedstawiciele Komisji Europejskiej pięknie podsumowali całą akcję „aktywizacji zawodowej kobiet”. Z ich wypowiedzi wynikało mniej więcej tyle, że kobiety pracujące w domu nie mają szansy być podatnikami i płatnikami składek na walące się systemy emerytalne w związku z czym trzeba im tę szansę dać choćby siłą.

    Sytuacja w skali „makro” jest sumą indywidualnych wyborów jednostek. Większość pań, mimo wszystko, chce być matkami a bycie matką nie idzie w parze z karierą zawodową w większośći branż. Sytuacja, w której państwo zachęca kobiety do jak najdłuższego opóźniania macierzyństwa żeby jak najdłużej płaciły podatki, a potem do urodzenia jak największej ilości dzieci, kiedy generalnie jest na to za późno, jest dość schizofreniczna.

Skomentuj