Sportowa rozgrywka wokół informatyzacji

Jeszcze w poniedziałek branża żyła wizją powstania Ministerstwa Sportu i Informatyzacji. Mamy dla Was dobrą nowinę: możecie spokojnie dalej zajmować się Planem Informatyzacji Państwa, nie mieszając w to sportu. Wystarczy, że premier Jarosław Kaczyński przyjął sugestię SAM WIESZ KOGO i woli wzmacniać znaczenie Komitetu Stałego Rady Ministrów ds. Informatyzacji i Sportu. Elżbiecie Jakubiak adrenaliny i tak dostarczy funkcja Ministra Sportu.

Komitet RM może a) przemienić się w Urząd jak Urząd Komitetu Integracji Europejskij b) silniej koordynować wszelkie działania administracji rządowej w dziedzinie teleinformatyki. Ale przede wszystkim jest potrzebny sprawny szef Komitetu. Gdyby powołać na to stanowisko wiceministra Grzegorza Bliźniuka, to będzie grymasił drugi wiceminister Piotr Piętak. I odwrotnie. Toteż szefem ma zostać ktoś inny, bynajmniej nie pani minister Małgorzata Sadurska.

Sport to zdrowie, ale chyba informatyzacja nie potrzebuje tylu zakulisowych rozgrywek i gierek niczym nasza piłkarska ekstraklasa. Tylko sędzia wciąż ten sam.


komentarzy 11 dla “Sportowa rozgrywka wokół informatyzacji”

  • Szyba napisał:

    …a w „Rzepie” wasz ulubiony 😉 Piotr Piętak grzmi, że powołanie ministerstwa informatyzacji zgodne jest z interesami firm prywatnych, ale sprzeczne z interesem państwa polskiego.

  • Persil napisał:

    W temacie usportowienie zdecydowanie lepiej prezentuje sie minister Grzegorz B – wystarczy przeczytac jego oficjalne CV (narty, zagle i dotego gitara …)

  • Abu Quba napisał:

    no przecież powołanie Ministerstwa Informatyzacji na pewno nie jest na rękę wszystkim tym, którzy nie mają szans na zostanie Ministrem, w związku z tym słusznie wskazują na antypolski charakter tego pomysłu 🙂

    a swoją drogą może jednak utworzyć Komisję Duszpasterskiej Troski o Społeczeństwo Informacyjne pod wezwaniem św. Antoniego Padewskiego, patrona przedsięwzięć beznadziejnych? (o ile nie jest już zabukowany do potrzeb autostrad).

  • fajtłapa napisał:

    mowia na miescie, ze nasz ulubiony minister szykuje sie do objecia kolejnej, jakze donioslej funkcji. Ma byc pelnomocnikiem rzadu RP. Do jakich spraw, to sobie sami znajdzcie 😉

  • kott napisał:

    do spraw beznadziejnych, z definicji

  • nick/imię napisał:

    Miałem 5 lat (rocznik 76), oprócz napisów na ścianach to ja zupełnie nic nie pamiętam. Później już łatwiej bo wtedy na religię się chodziło do kościoła to siostra (katechetka) mówiła że za tydzień przyjść ze słoikiem to dawali miód albo słone masło lub pomarańczowy ser. Później oczywiście coś się już wiedziało, jak były w stoczni strajki to jechało się skm do Gdańsk-Politechnika i się szło do Gdańsk-Stocznia bo ten przystanek był wyłączony a stoczniowcy siedzieli na dachach akurat tu, wtedy nawet nie wiedziałem że jest inne wejście do stoczni przy trzech krzyżach 🙂
    Zomowcy widząc dzieci to raczej dobrotliwie kazali odejść że nie bezpiecznie, nie mogę powiedzieć że byłem ganiany cy prześladowany Też raczej zwracałem uwagę na polewaczki, karabiny na plecach i napisy na dachach stoczni niż na tragizm sytuacji i heroizm stoczniowców. Wiedziałem jedynie że oni to są dobrzy a zomowcy są źli, ale dlaczego to już nie bardzo.
    Kumpel kiedyś doradził byśmy krzyknęli przy milicjantach „orła wrona nie pokona” i uciekli bo będą gonić. Spytałem dlaczego za to maja ganiać, odpowiedział ze wrona to symbol hitlerowców :). Takie 6-7 latek miał wtedy pojęcie o tych sprawach.

  • truton napisał:

    Mogło się potoczyć tak, że miałbyś zmarnowaną nie dekadę, ale życie. Ale kogo to dzisiaj obchodzi. Zapalają znicze i wyłączają myślenie.
    Możesz być z nimi. Ale i ich mogło nie być.

  • Jakub Chabik napisał:

    Nie rozumiem trutonie co chcesz powiedzieć – że co, Sowieci wkroczyliby i nas wszystkich wystrzelali? Albo z powodu Polski wybuchłaby globalna wojna jądrowa i wszyscy wyparowalibyśmy?

    Może. A może byłoby tak, że Jaruzelski wystąpiłby 13 grudnia w telewizji, ale nie po to by powiedzieć, że zamyka cały naród w jednej wielkiej zamrażarce na 8 lat, tylko po to, by powiedzieć, że niniejszym uruchamia Okrągły Stół, zaprasza do rozmów o podziale władzy, a polskie siły zbrojne (drugą siłę militarną ówczesnego Układu Warszawskiego, prawie pół miliona ludzi pod bronią) stawia na straży polskich granic, aby nikt nam nie „pomagał”, tak jak Węgrom w 1956 albo Czechom i Słowakom w 1968. Przeszedłby wtedy do historii

    Po roku sowieckich prowokacji (nieznani sprawcy zastrzeliliby jakiegoś wysokiego oficera Armii Czerwojej, wysadziliby jakiś czołg, itd.), uzyskalibyśmy status ówczesnej Finlandii. I wtedy bylibyśmy o te siedem lat do przodu. Dzisiaj mielibyśmy mniej więcej status materialny Grecji, Portugalii czy Korei Południowej. Pamiętaj że w latach 80-tych straciliśmy – jako kraj – prawie milion ludzi. Co prawda ich kości nie bieleją na polach bitew, ale i nie pracują oni dla naszego kraju, a dla innych, a ich dzieci nie są i nie będą już Polakami.

  • truton napisał:

    Powinieneś, Jakubie SF pisać. To jest pomysł w stylu – na Pasterce Papież ogłasza że Boga nie ma, to znaczy jest – wspólny dla wszystkich wyznań. Nastaje zgoda powszechna, ale terrorysta zabija wysokiego dostojnika… itd

    Tak samo realna opowieść, jak Twoja. I jeszcze jedno: komuchem niebyłem,. żeby była jasność.

  • Szyba napisał:

    Tja…. pewnie Amerykanie unieruchomiliby most powietrzny, i całość zaopatrzenia dostaczyłoby US Army.
    Generalnie cała gospodarka leżała. Nie trzeba było Armii Czerwonej na ulicach, wystarczyło zakręcić Rurociąg Przyjaźni. Poza tym, wcale nie jest powiedziane że cała armia stanęła by za Generałem. Wystarczyłoby nieco „diesantczikow”, aby „liberałów”, czyli Jaruzelskiego czy Kanię wrzucić „do tiurmy”, czy generalnie pozbawić życia. Na czele rządu mógłby stanąć jakiś twardogłowy towarzysz, i dziś bylibyśmy za Rumunią….
    W kwestii formalnej- w 1981 miałem 11 lat.

  • Jakub Chabik napisał:

    @truton, Szyba: spekulacje zostawmy pisarzom. Może tak „Lód” i „Xavras Wyżryn” Dukaja albo „Krfotok” Redlińskiego, pojawi się kiedyś książka rozpatrująca historie alternatywne: co by były, gdyby wojna polsko-jaruzelska potoczyła się tak czy siak. Chętnie przeczytałbym taką powieść – ale sam jej nie napiszę.

    Przypomnę uprzejmie, że w roku 1987 cała rzeczywistość, która miała nastać za kilka lat, wygladała na science-fiction, do którego obaj tak chętnie się odwołujecie. Przypomnę co smakowitsze fakty:
    – Erich Honecker, 19 stycznia 1999 mówił „Mur będzie stał za 50 i 100 lat, jeśli przyczyny, dla których powstał, nie zostaną usunięte.” Związek Sowiecki uważali za partnera nieomal aż do podpisania układu o jego rozwiązania w Puszczy Białowieskiej. Kohl i Mitterand napominali Polaków, żeby nie szli za szybko. Urban i Czarzasty byli pewni zwycięstwa PZPR w wyborach 4 czerwca.

    Dobrze, że wtedy – w 1989 roku – znaleźli się tacy, którzy uwierzyli w SF i to im zawdzięczamy wolność i względny dobrobyt. Tymzcasem Jaruzelski – wierny janczar komunizmu – postąpił w sposób optymalny dla Sowietów: zabezpieczył ich interesy geopolityczne bez nawet ociupiny angażowania militarnego i z minimalnymi kosztami politycznymi – niewspółmiernie mniejszymi niż te, które poniosła sama komunistyczna Polska.

Skomentuj