Walka (PRO)konkurencyjna

Jeden z naszych czytelników (nazwisko i adres znany redakcji) przysłał list, w którym dzieli się doświadczeniami z kontaktów ze Stowarzyszeniem PRO:

…a doświadczenia nie są zbyt miłe, ponieważ dotyczą sytuacji, w której na wniosek PRO policja „wjechała” do mojego biura i kilku moich klientów. Ku mojemu zdziwieniu, sprawa związana była z plagiatem oprogramowania (jestem programistą z ponad 10-letnim doświadczeniem prowadzącym własną działalność gospodarczą). Zarzucono mi, że nieprawnie wykorzystuję kody źródłowe firmy „xyz”. I gdzie tu coś ciekawego? A jest, i to kuriozalnie ciekawego, policja nieświadomie zarzuciła mi plagiat własnego oprogramowania!

Okazało się, że firma informatyczna, z którą współpracowałem dość krótko kilka lata temu, nazwijmy ją „xyz”, nieprawnie wykorzystuje moje autorskie oprogramowanie, czego nie byłem świadomy. Kody źródłowe, które mogły być wykorzystane, co najwyżej do serwisowania mojego oprogramowania, posłużyły tej firmie do dalszej odsprzedaży. Pomijając kwestie moich roszczeń, wynikających z ustawy o prawie autorskim, wobec cwaniackiej firmy „xyz”, kuriozalne jest to, że podważona została wiarygodność mojego nowego oprogramowania na podstawie dokumentacji zgromadzonej przez Stowarzyszenie PRO. A jakiej dokumentacji? No właśnie, policjant był w stanie pokazać mi tylko ładny certyfikat…

Otóż cel ataku na mnie jest jak najbardziej jasny – fałszywy donos firmowany przez Stowarzyszenie PRO, swój człowiek w zarządzie PRO, poprawność proceduralna, niewielka wiedza policji i prokuratora przy tego typu sprawach i… konkurencja ma problemy przez długie lata (biorąc pod uwagę tryb pracy naszych sądów). A potencjalnym klientom, o których (przypadkowo wspólnie) zaczyna się walczyć, można wtedy powiedzieć – „Firma xyz jest wiarygodna, bo tamci, to mają prokuratora na głowie.” Czy to nie jest tani i skuteczny sposób na zdobycie kilku kontraktów więcej (w tym przypadku na jakieś kilkaset tysięcy), nawet, jeśli miałoby się pokryć koszty postępowania przy nieuzasadnionym doniesieniu do prokuratury? Przecież PRO, uwiarygodniając donos, też może się pomylić, prawda?

Ale przechodząc do sedna sprawy i pomijając to, że w tym konkretnym przypadku firma „xyz”, w swojej zachłanności i przy swego rodzaju kompleksach egzystencji rynkowej, sama na siebie ukręca bicz, to zastanawiam się, czy i jaką rolę w obecnej chwili pełni Stowarzyszenie PRO dla branży? Rozmawiałem z wieloma osobami związanymi, na co dzień zawodowo z informatyką i jej częścią twórczą i w zasadzie nikt nie słyszał o jakiejkolwiek aktywności PRO, poza dawnymi akcjami „na stadion” i protestami przeciwko patentowaniu funkcjonalności programów w Unii Europejskiej. Czy oby ta organizacja nie przerodziła się w swoisty „zakon prawych”, który poprzez odpowiednie umocowania ustawowe ma ułatwioną drogę do walki ze swoimi przeciwnikami? A może jest tylko, czasami, narzędziem w ręku przebiegłego przedsiębiorcy?


komentarzy 5 dla “Walka (PRO)konkurencyjna”

  • Bogdan napisał:

    Moze nalezy zaczac od PTI i takich egzaminow jak ECDL kiedy to umiejetnosci informatyczne sa sprawdzane pod katem poslugiwania sie Microsoft Word, Microsoft Excel itd.

  • mj napisał:

    „Zdjęte” przed chwilą z Twittera: 20 free tech tools for teachers and students http://om.ly/crQz
    Nie ma mowy o OS i „office”o” pdoobnych, ale o tym co pomaga funkcjonować w przestrzeni informacyjnej…

    Pozdrawiam z 3miasta 🙂

  • Jakub Chabik napisał:

    @Bogdan: Nie, ECDL nie promuje żadnej konkretnej technologii. W sekcji o bazach danych znalazłem tylko nazwy dBase i Paradox – ale to nie Microsoft Office.

    mj: fajne narzędzia, tylko niespolszczone mają dokładnie zerową użyteczność w polskiej szkole… wypada zapytać dlaczego polskie Ministerstwo Edukacji Narodowej nie finansuje spolszczeń takich produktów…

  • Paweł Krawczyk napisał:

    Zamiast zakładek i ulubionych lepiej pokazać Delicious.com – bo pierwsze pytanie będzie czy zakładek i ulubionych można używać na innym komputerze 🙂

  • nick/imię napisał:

    Szanowny Panie,
    Nie napisałem „że warto uczyć monopolu, bo panuje monopol.”
    Zwróciłem uwagę że by obalić monopol trzeba nie tylko regulacji prawnych „tak bo tak” ale też trzeba pokazać alternatywę.
    Podałem dwa przykłady SAS i Rational firmy IMB. Obie firmy delikatnie mówiąc nie traktują Microsoft za swojego sojusznika, konkurują na rynku systemów, rozwiązań informatycznych, baz danych (to IBM) czy narzędzi analitycznych (to SAS). Ale mimo to muszą korzystać z exportu czy współpracy z office. IBM jak wiemy ma swój pakiet biurowy (lotus/eclipse), korzysta z nich nawet w swojej firmie. ale i tak głównie jak zachwala swoje produkty to podkreśla ich współpracę z narzędziami microsoftu. Zresztą odpalenie eclipse jako pakietu biurowego czy też wykorzystanie jego silnika uważam za pomyłkę, sam pod susłem korzystam ale w RAM zajmuje więcej miejsca niż office czy OpenOffice nie mówiąc już o czasie startu.
    SAS jak może to korzysta z Apache czy JBOSS a więc z na pewno darmowych produktów, ale na szkoleniu też prezentuje Add-in, a wiec jak korzystać w wordzie, excelu, power-point z danych które są w SAS.
    Dlatego ja w swojej wypowiedzi wskazałem by skupić się na współpracy z takimi firmami a nie skupiać się na tym by w szkole koniecznie było otwarte oprogramowanie. Piszę skupiać się, nie piszę odpuścić by mi znów Pan nie zarzucił że chcę odpuścić tę działkę. Chodzi o określenie priorytetu.
    Pracowałem w MSWiA, departament informatyzacji a wcześniej na Pawińskiego (zainteresowani wiedzą co tam jest). Więc na temat neutralności to ja się nasłuchałem :). Pamiętam jak AMD słał pisma w sprawie określania mocy procesorów w SIWZ. Pan chce neutralności od szkoły, ja po prostu uważam by użytkownik mógł wybrać najlepsze dla niego rozwiązanie, ja po prostu bym się skupił na biznesie a nie na zbawianiu świata. Wolne oprogramowanie (apache, jboss, tomcat i inne) wygrało nie dlatego że było w szkole, a dlatego że jest lepsze.
    Proponuję się Panu na zapoznanie się z pakietem R. Uważam że jest lepsze od SPSS czy od Statistica, wiec ja bym się skupił na promocji jego wartości bo jest lepsze a nie dlatego że jest wolne. To można wskazać jak ktoś będzie chciał pisać do niego modułu/pakiety i w ten sposób rozwijać. Ale raczej uczelnie a nie szkoła podstawowa.

Skomentuj