Wojna na dwa fronty

Z historii działań wojennych wiadomo, że nie walczy się na dwa fronty, gdyż jeszcze nikomu taka sztuka się nie udała. W polityce również trzeba uważać, by nie popadać w coraz to nowe konflikty.

Gdy wiceminister Piotr Piętak jako odpowiedzialny w MSWiA za geodezję zabrał głos na seminarium zorganizowanym przez Klub Parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości „Rola geodezji i kartografii jako służby informacyjnej współczesnego państwa„, stało się jasne, że po branży teleinformatycznej – przysporzył sobie kolejne grono przeciwników.

Niby nic takiego szokującego nie powiedział, że administracja geodezyjna jest spetryfikowaną instytucją rodem z komunizmu, że poprzednie rządy traktowały ten dział jak udzielne księstwo, że nadszedł czas na budowę państwa sieciowego na miejsce Polski resortowej. Aczkolwiek dla tych kilkaset osób zebranych w Sejmie za sprawą Pisowskich posłów-geodetów (Anna Paluch, Krzysztof Jurgiel, Michał Wojtkiewicz) to atak na ich dotychczasowe życie.

Zapowiedź stworzenia nowego Prawa Geodezyjnego w oparciu o zespół ekspertów, w którym nie zasiedli geodeci, tylko specjaliści od prawa teleinformatycznego i praktycy samorządowi, jest dla nich herezją.

Toczy się również wyczuwalna rozgrywka w obozie władzy. Posłowie tacy jak Krzysztof Jurgiel, potraktowali to spotkanie jako okazję do zakomunikowania kilkudziesięciotysięcznej branży, że nie dadzą jej zrobić krzywdy i będą bronić jej interesów do ostatniej kropli krwi. A jakie one są? Żeby było po staremu – zbierzesz geoinformacje za własne pieniądze, musisz je oddać do państwowego zasobu geodezyjno-kartograficznego. Chcesz je na nowo? Zapłać za nie! Kto może prowadzić kataster, czyli bazę danych o gruntach, budynkach i lokalach? Tylko geodeci! Techniki satelitarne i kosmiczne? Drogie i bezużyteczne.

Gdy w maju zostanie upubliczniony projekt nowego Prawa Geodezyjnego będziemy świadkiem bitwy między różnego rodzaju lobbies na przekór podziałom partyjnym – pokrótce między starym a nowym spojrzeniem na świat.

Tylko Google nie będzie czekał. Z miesiąca na miesiąc udostępnia za darmo coraz lepsze zdjęcia i dane geoprzestrzenne. Lada moment i straci sens dyskusja o budowie narodowych systemów informacji przestrzennej. Już powstają globalne. Im się to po prostu opłaca!


komentarzy 5 dla “Wojna na dwa fronty”

  • dinozaur napisał:

    Dobrze, że się zainteresowaliście geodezją (i kartografią). Pełni ona w państwie trzy zasadnicze funkcje: 1) funkcję systemu informacyjnego (wielkiego, przy nim dane do PESEL-a, w którym – jak się chwalą poniektórzy – same fiszki osobowe, ułożone ciasno i zajmujące linię kilkunastokilometrową – to szczeniak), 2) funkcję porządkową w gospodarowaniu przestrzenią (architekci chcieli raz sobie sami wytyczyć osiedle mieszkaniowe i z uliczek prostych w projekcie musieli zrobić malowniczo meandrujące, na dodatek musieli wyjść poza zaplanowany obszar osiedla; właściciele i posiadacze nieruchomości bez obsługi geodezyjno-prawnej są bezbronni wobec agresji bezprawia gruntowego, a Pruskie Powiernictwo wykurzy nas z Ziem Zachodnich i Północnych), 3) funkcję realizatoprską projektów inżynierskich (bez geodetów, nie rzucających się w oczy, byłyby kupy złomu, a nie piękne kreacje inwestycyjne; zobaczcie węzeł w Wawrze tyczony fragmentami, zwykle z dwu stron).
    Dla mnie miarą inteligencji jest (także) zdolność zrozumienia geodezji (jednym z najmniej kumających jest niejaki pan Piętak, który postanowił zdemolować kompletnie geodezję jako system informacyjny).
    Kochani informatycy-entuzjaści, geodezja jest informatyką naturalną, szybko wchłaniającą postęp w hardware i software. Próbowaliśmy używać i w końcu skutecznie używaliśmy tzw. emc, kiedy kiedy dla innych były to jakieś tajemnicze „mózgi elektronowe”. Nie kpijcie sobie z geodezyjnego porządku ewidencyjnego. Satelita nie zarejestruje wam np. waszych praw do nieruchomości (przynajmniej w ciągu najbliższych lat, bo za małą ma rodzielczość, żeby czytać połozone na dachu księgi wieczyste). Może w przyszłości…
    A ponadto, drodzy moi, wystarczy, że „tarcza” strąci nad naszą dolinę łez między Bugiem i Odrą rakietę z odpowiednią głowicą i impuls elektromagnetyczny „wyczyści” wszystkie pamięci, jak za naciśnięciem klawisza DEL. Czy to bzdura? Nie takie bzdury nas jeszcze czekają na tym ziemskim padole.
    A propos seminarium w Sejmie. Kuchciński przy Piętaku to geniusz. W kilku zdaniach powiedział więcej (i prawdziwie) o geodezji niż Piętak w długiej gawędzie (bzdurnie).
    Pozdrawiam.

  • Grzegorz napisał:

    Amerykanom w czasie II wojny światowej się udała.

    Nie tylko walczyli na dwa fronty, ale i na co najmniej trzech kontynentach (Europa, Afryka, Azja).

    A pewnie wojska amerykańskie stacjonowały/miały bazy także w Australii, Nowej Zelandii i Nowej Gwinei (tam to nawet pewnie walczyły).

  • pterozaur napisał:

    Masz w 200 % racje dinozaur.
    Nie wiem czy nie w kosmiczno-geodezyjnym kontekscie nie nalezy oceniac sciagniecie przez Pietaka D.Boguckiego. Zgadnijcie czym sie ten facet zajmowal podczas pracy w Ministerstwie Nauki …

  • dingo napisał:

    @pterozaur: Z tego co wiem MNiI zajmowalo sie GMES a to nie jest w zaden sposob geodezja

  • diter napisał:

    Oj boli byłego włodarza geodezji próba zachwiania monopolu władzy na informację. Proponuję dinozaurowi wcielić się w rolę zwykłego obywatela który chce kupić działkę, wytyczyć działkę, wybudować płot, dostać jakąś zgodę na śmietnik, gaz itd. Za każdym razem te same pomiary, kolejne te same pieniądze trzeba zapłacić geodecie, zanieść to do urzędu do tego samego geodety ale już „państwowo” itd 😉
    A co do nowoczesnych technik w geodezji, to proponuję byłemu szefowi tego działu zajrzeć do geodetów w małych gminach… gdzie te nowoczesne narzędzia EMC – chyba że to linijka, papier milimetrowy, ołówek i tony archiwów. A systemy satelitarne, jak by nie patrzeć to właśnie „poprzedni” GUGIK angażował się w platformy satelitarne, ale tym to już prokurator się zajmuje.
    Acz nie twierdzę iż dinozaurów nam nie potrzeba, każdy gatunek ma prawo do istnienia, nawet jeśli sądzić po liczbie stosowanych poza merytorycznych porównań i deprecjacji jest ciut do tyłu ewolucyjnie 😉

Skomentuj