Mysia 2.0

W bieżącym numerze tygodnika „Polityka” czytamy artykuł Edwina Bendyka i Krzysztofa Burnetko „Żeby świerszczyk był dla dzieci”. Chciałoby się powiedzieć: nareszcie! Może kiedy politycy PiS przeczytają ten artykuł otrzeźwieją i zrozumieją, że wolność słowa jest sprawą nadrzędną i poza dyskusją w państwie demokratycznym.

W Sejmie trwają prace nad poselskim projektem ustawy o ochronie małoletnich przed szkodliwymi treściami prezentowanymi w środkach masowego komunikowania (druk sejmowy nr 859). Na pozór rzecz godna pochwały, ale jak to zwykle bywa z ideologicznymi pomysłami, projekt ustawy rozmija się z pierwotnymi założeniami i wprowadza tylnymi drzwiami cenzurę.

W ocenie Tadeusza Cymańskiego, posła-sprawozdawcy, dzieci trzeba chronić przed treściami niepożądanymi poprzez ich właściwe oznakowanie. Nikt nie kwestionuje, że dzieci nie powinny oglądać filmu z krwawą jatką albo wpatrywać się w okładki czasopism erotycznych. Gorzej, że PiS chce cenzurować treści portali internetowych. O tym kto na takie określenie zasługuje orzeknie prezes nowego urzędu centralnego powoływanego w tym akcie prawnym – Centrum Dobrych Mediów. Pod oko cenzora mają trafić również gry komputerowe, chociaż te są oznakowane zgodnie z systemem PEGI, dzięki któremu rodzice mogą się dowiedzieć, czy dana gra jest odpowiednia dla siedmiolatka czy raczej dla piętnastolatka.

Można sobie wyobrazić, że nasz blog nagle zostanie uznany za wskazany dla osób od lat 16. Albo prowadzone przez Lecha Wałęsę dyskusje poprzez Skype otrzymają klauzulę „tylko od 18 lat”. Na dodatek Tadeusz Cymański i inni posłowie PiS przyznają prywatnie, że nie wierzą w możliwość kontroli Internetu. Dlaczego jednak to czynią i próbują wprowadzić cenzurę sieci tak jak ma to miejsce w Chinach?

Uważamy zatem, że należy koniecznie rozmawiać o granicach wolności słowa w Internecie, jak chronić dzieci przed treściami szkodliwymi i zarazem nie cenzurować sieci? Nie wiemy, czy jakiś nadgorliwy prokurator nie będzie chciał zamknąć serwisu internetowego pokazującego wpadki ekipy rządzącej pod hasłem, że strona nie dostała zgody z Centrum Dobrych Mediów.

Proszę państwa, żarty na bok. W dobie Web 2.0 wracamy na Mysią, gdzie mieścił się w PRL Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk (czyli Cenzura). Kto chce porównać czym się różni komunistyczna cenzura od cenzury nowej, niech zajrzy do serwisu Vagla.pl, gdzie Piotr Waglowski opublikował dawną ustawę o kontroli. Na razie posłowie robią sobie z tego igrzyska, ale trzeba krzyczeć zawczasu, żeby nie było za późno.

Toteż już teraz zapraszamy na debatę „Wolność słowa w Internecie”, którą organizujemy wespół z Wyższą Szkołą Biznesu – NLU i Agencją Informacyjną Interfax Central Europe podczas III Forum na Rzecz Usług Szerokopasmowych (21-22 listopada w Warszawie).


Skomentuj