„Nowi romantycy” wciąż w cenie

Ktoś w TP zatęsknił za brokatem, odblaskowymi kulami dyskotekowymi i new romantic. Chyba tylko niepoprawną nostalgią można wyjaśnić fakt, że na gwiazdę koncertu promującego Neostradę i LiveBox wybrano Duran Duran, gwiazdy lat osiemdziesiątych, których muzyka rozbrzmiewała po „wesołych miasteczkach” i strzelnicach jak Polska długa i szeroka.

Podobno do wyboru zespołu występującego na imprezie TP podeszło nader profesjonalnie. Zlecono badania fokusowe, wyłoniono listę wykonawców, których występ pozwoliłby zapomnieć Polakom o wpadkach z „błękitną linią” i neostradą.

Na liście podobno najczęściej przewijały się takie nazwy jak: Queen (!), Eric Clapton, George Michael, czy Rod Stewart. Jak najbardziej byli to więc wykonawcy znani w czasach, gdy polscy piłkarze byli postrachem nie tylko dla drużyn z Kostaryki.

Ostatecznie jednak zignorowano „vox populi” i 23 września na warszawskim Służewcu zagra Simon Le Bon i spółka. Oj coś czujemy, ze stara miłość nie rdzewieje, prawda?

O całej sprawie jak zwykle piszemy powodowani czystą zawiścią, wynikającą z problemów ze zdobyciem biletów. Bo fanami Duran Duran jesteśmy po dziś dzień. Co miesiąc tlenimy włosy, a z Grundiga wciąż dobiegają nas słowa „Meeting you with a view to a kill face to face in secret places feel the chill, Nightfall covers me but you know the plans I’m making, Still over sea could it be the whole earth opening wide, A sacred why a mystery gaping inside the weekends why until we, Dance into the fire that fatal kiss is all we need, Dance in the the fire to fatal sounds of broken dreams, Dance in to the fire that fatal kiss is all we need dance into the fire”


Skomentuj