Z Nokii do Formuły 1

Nie tylko Andrzej Dopierała dał się uwieść czarowi czterech kółek. Dzięki sukcesom Roberta Kubicy znów na ekranach telewizorów i w prasie zaczął pojawiać się Grzegorz Możdżyński, do 2003 roku dyrektor marketingu w polskim oddziale Nokii, a teraz wydawca miesięcznika F1 Racing, poświęconego Formule 1.

Osobiście podziwiamy Pana Grzegorza niemal tak jak Roberta Kubicę. Trzeba mieć odwagę by zamienić wygodną posadę w firmie będącej liderem rynku telekomunikacyjnego na stanowisko prezesa niszowego magazynu sportowego. O tym, że chleb dziennikarski nie jest lekki może coś opowiedzieć chociażby nasz kolega redakcyjny, Sławek Kosieliński.


komentarzy 8 dla “Z Nokii do Formuły 1”

  • blackwool napisał:

    fanów motoryzacji na ‚naszym’ rynku (IT) jest więcej. chodzą słuchy, że prezes HP rozbija się czerwoną corvettą ? nie widziałem, ale plotki w internecie krążą błyskawicznie 🙂

  • Mike napisał:

    Widziałem – srebną, metalik kabriolet. Panienki chyba szaleją 🙂
    PS. Tak w HP płacą? Może jest jakaś praca dla programisty?

  • ciekawski napisał:

    Stoi jakas corvetta na szturmowej? nigdy nie widzialem. panowie czy to aby nie lipa?

    Pozdr

  • Bywalec napisał:

    Jaka lipa? Żadna lipa@! Trochę cierpliwości a podamy więcej szczegółów.

  • blackwool napisał:

    tak płacą prezesom 🙂

  • Smok1 napisał:

    Bucegi sa strasznie zniszczone, bo sa popularne. Gdyby nie istaniala kolejka linowa z Sinai, gory te bylyby duuuuzo czystsze. Szokujace jest porownanie Bucegi z poozonymi na polnocy gorami Rodnianskimi. W Bucegi tlumy (w koncu schronisk duzo), a w Rodnianskich… co pare godzin grupa turystow. Po zwyczajowym „Salut” od razu „do you speak English?”. Tak bylo 5 lat temu, ale z opisu powyzej nie sadze zeby sie to jakos zmienilo…
    Co do Rumuni 2002:
    a) siedem warstw gor a komorka miala pelny zasieg. Polska 2007: powiat myslenicki, 15 km od „zakopianki”: w 2007 brak zasiegu…

    b) Internet w kazdej wiosce, tani jak barszcz. Co prawda zagraniczne strony nie zawsze dobrze wchodza, ale jest….

    c) na wiosne 2002 roku w Rumuni operatorzy wprowadzili sekundowe naliczanie (w dolarach i centach z uwagi na slaba rumunska walute) – w Polsce naliczanie sekundowe pojawilo sie rok pozniej a powszechne stalo sie w 2004 roku

    d) w pociagu EuroNight Bukareszt-Budapeszt po raz pierwszy zobaczylem SPRZATANIE na biezaco pociagu w trakcie jazdy (czy PKP IC wprowadzily juz taka usluge, czy nadal sprzataja swoje nalepsze wagony tylko w wagonowni w Wawie?). W tym samym pociagu ciepla woda w kranie w ubikacji… w PKP: 2 lata pozniej…

    e) gruby rozklad jazdy pociagow w calej Rumunii do kupienia na kazdej stacji za 5 PLN…. o tym jak wyglada zakup „cegly” w Polsce mozna poczytac na pl.misc.kolej

    f) w Braszowie autobusy miejskie nie gorsze niz w Krakowie, a kursuja co 5 minut…

    i tak dalej i tak dalej. Teraz to zal mi jechac bo sie pewnie zalamie porownujac z Polska…

  • Jakub Chabik napisał:

    Cóż można dodać do tego, co Smok napisał… szlaki w górach Piatra Craiului i w Fogaraskich gęste, dobrze oznakowane i dobrze przygotowane. Wszędzie informacje o odległościach i czasach, gdzieniegdzie ścieżki dydaktyczne i dobrze przygotowane drogi wspinaczkowe.

    Żarcie w knajpach takie, że jeszcze się oblizuję. Bankomaty bardzo gęsto, we wszystkich miastach. Bardzo dobrze ze znajomością angielskiego; ludzie mili, przyjaźni, uczynni. Ceny – podobne do polskich, nieco może niższe. Standard noclegów i restauracji – bez zarzutu. Informacja turystyczna łatwo dostępna.

    Żeby ten obraz nie był zbyt kolorowy jednostronny: przeszkadzają tak naprawdę dwie rzeczy: remonty dróg (ale za dwa lata Rumuni będą mieli lepsze niż my!) oraz śmieci. Niestety, Rumuni wyrzucają śmieci tam gdzie piknikowali albo biwakowali, skutkiem czego wszystkie miejsca dostępne samochodem po prostu toną w śmieciach.

  • Smok1 napisał:

    Ceny nieco nizsze niz polskie? Ech, Unia. W 2002 nie bylo niczym dziwnym znalezienie noclegu za 2 dolary w standardcie polskiego schroniska… Pizza za dolara… Ale fakt, jedzenie mieli dobre (az sie w Sigishoarze przejadlem). Drogi sa interesujacym przypadkiem: w 2002 drogi mialy taki standard, ze jedynym rozsadnym na nie rozwiazaniem byly pojazdy gasienicowe, a polskie drogi byly przy nich proste jak stol…
    No a smiecenie to ich lokalna kultura 🙁 Zreszta nie tylko smiecenie ale i palenie. Widzielismy taki obrazek: do lokalnego braku przyjechal furmanka dziadek (ok. 80 lat) i wnuczek (ok 10 lat). Wypili palinke (wóda mocna jak smok, pol litra bylo po DWA ZLOTE), zapalili po papierosie, wsiedli na furę i odjechali…
    Aaaa i jeszcze jedno: do autobusu w Braszowie wsiadla kobieta – Cyganka. Ale nie taka „nasza” , tylko dokladnie taka jak u nas sie mowilo ze „Rumunka”. Pozebrac, poczarowac, pokrasc. Autobus zrobil stop, przyszedl kierowca i cos zaczal na kobiete krzyczec, pokazywac jej na wyjscie. Ona nie wysiadla wiec… ona ja wykopal butem z autobusu. Postepowanie straszne ale… jakos tam czulem sie bezpieczniej wieczorem niz w wielu polskich miastach.

Skomentuj