Prawo VaGla

Wicepremier Ludwik Dorn, zwany przez policjantów „Krwawym Ludwikiem”, przez nas skromniej specem od krowich cycków, powołał Piotra Waglowskiego w skład Rady Informatyzacji jako przedstawiciela Stowarzyszenia Internet Society Poland. Są może tacy wytrawni internauci, co nigdy nie słyszeli o tej Radzie, ale o serwisie VaGla.pl – chyba tak. Na pewno urzędnicy odpowiednich resortów, którzy wszędzie szukają prawników znających się na Sieci oraz dziennikarze, uwielbiający specjalistów piszących za nich komentarze.

Niewątpliwie Piotr VaGla Waglowski wyrąbał sobie drogę ku sławie i karierze w internetowej dżungli, zanim wymyślono jeszcze Nową Gospodarkę i dotcomy. Jak na rocznik 1974 musiał zacząć przygodę z Siecią in statu nascendi w wieku 20 lat, kiedy tylko nieliczni wiedzieli, co to jest protokół IP i WWW. To na starcie dawało mu sporą przewagę nad innymi prawnikami, szukającymi chleba w tej dziedzinie.

I jako taki samotny szeryf błąkający się po Dzikim Zachodzie, który tropi internetowych przestępców, następnie zaś pisze o nich naukowe rozprawy, może doczekałby się zasłużonej sieciowej e-merytury w wieku 40 lat, gdyby nie zaangażowanie się w politykę i działalność w alterglobalistycznej organizacji.

Tak, tak – jakiż to szaleniec wytyka politykom błędy w zakresie stanowienia prawa na potrzeby społeczeństwa informacyjnego, walczy o otwarte standardy w duchu lewicowych ruchów alterglobalistycznych – wyznawców Open Source i spiskuje przeciwko Wielkiemu Billowi? Na szczęście Ludwik Dorn został skutecznie zainfekowany lewicową wizją świata Wolnego Oprogramowania, którego wyznawcą jest jego przyjaciel i podwładny wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Piotr Piętak. Nie na darmo w prawie każdym przemówieniu o informatyce „Krwawy Ludwik” mówi „Microsoft opanował świat. Trzeba z tym skończyć”, tak jak Katon Starszy grzmiał „Carthaginem delendam esse”.

Obaj panowie w Piotrze znajdą poplecznika i guru, który wpłynie na postawy internetowej społeczności, chyba że nie znają Prawa VaGla. A jeśli nie znają, tenże młody człowiek, udekorowany rok temu przez prezydenta Kwaśniewskiego Brązowym Krzyżem Zasługi, odnajdzie się w Radzie jako lis w kurniku.

Oto po raz pierwszy prezentujemy odszyfrowane artykuły Lex Vaglis:

Art. 1

1. Wolność stanowienia o sobie stanowi naturalne prawo każdego internauty, którego nie można zmusić do niczego.

2. Wyjątkiem jest konieczność używania otwartych standardów w kontaktach z władzą publiczną. Jeżeli ta tego nie rozumie, trzeba ją zmienić, zaś krnąbrnego internautę postawić pod pręgierzem opinii publicznej i wymierzyć mu karę chłosty w postaci spamu blokującego jego serwis WWW i skrzynkę pocztową.

Art. 2

1. Tylko członkowie światowego internacjonalistycznego Internet Society (ISOC) propagują rozwój Internetu i społeczeństwa informacyjnego zgodnie z hasłem „Internauci wszystkich krajów łączcie się!”

2. Członkowie innych Lóż i organizacji, o ile nie przynależą do ISOC, nie powinni się odzywać w sprawach Wolnego Oprogramowania, Otwartych Standardów i prawa komputerowego, których propogowanie de iure i de nomine przynależy wyłącznie do serwisu VaGla.pl

3. Każdy atak na VaGla.pl jest atakiem na Prawo i Sprawiedliwość (zbieżność przypadkowa), która zapanuje w Sieci, gdy świat pójdzie drogą Otwartych Standardów.

Art. 3

1. Każdy przedsiębiorca i wynalazca ma obowiązek przedstawić w Internecie szczegóły swojego pomysłu biznesowego i wynalazku. Odtąd ma być publikowany dokładny opis techniczny łącznie z biznesplanem, by każdy mógł sam sobie wyrobić o tym pogląd.

2. Tym samym zakazuje się posługiwania się jakimkolwiek patentami, by ukrócić dyskusję, co podlega prawu autorskiemu, a co nie.

3. Wyjątek stanowi serwis VaGla.pl, który jeśli zostanie skopiowany w części lub całości, to przestępstwo będzie ścigane z całą surowością prawa.

Art. 4

1. Celem działalności Rady Informatyzacji ma być przejęcie w niej władzy przez zwolenników Światowego Układu Internautów (wzór do naśladowania, to warszawski oddział PTI przejęty właściwie w całości przez ISOC Polska).

Niestety, tu się urywa znaleziony w czeluściach Sieci dokument, w którego autentyczność niewątpliwie uwierzy nowa Sejmowa Komisja Śledcza ds. informatyzacji sektora publicznego.


komentarzy 30 dla “Prawo VaGla”

  • Piotr VaGla Waglowski napisał:

    Zachęcony wczoraj przez red. K. do odwiedzenia dziś Bywalca istotnie zajrzałem i nie żałuje. Dowiedziałem się o sobie paru porzytecznych rzeczy, zwłaszcza odnośnie moich alterglobalistycznych i lewicowych inklinacji (do tej pory miałem mętlik w głowie i uczciwie mówiąc nie potrafiłem się do jakiejś afiliacji politycznej dopasować). Co prawda dostrzegam tu pewien brak wprawy w interpretacji tekstów prawnych (prawniczych), bo przecież jeśli internauty „nie można zmusić do niczego”, to jak „krnąbrnego postawić pod pręgierzem”? Ciężko też do jednego worka patenty i prawo autorskie włożyć (co jednak się udało przedpiszcy), ale nie czepiajmy się szczegółów!

    Jestem pod olbrzymim wrażeniem poświęcenia dla autora tego wpisu, bo odszyfrował <em>Lex VaGlis</em> w kilka godzin. By się to mogło stać – musiał niechybnie przeczytać wszystkie te sześć tysięcy pięćset siedemdziesiąt trzy wpisy w serwisie <a href=”http://prawo.vagla.pl”>prawo.vagla.pl</a>. Panie, Panowie, <em>chapeau bas</em>! Bo, że ja tyle tego przez te lata wygenerowałem, to można złożyć na karb bezsenności, zacięcia grafomańskiego lub początków jakiejś przypadłości psychicznej (lub wszystkich tych czynników łącznie), ale że szanowny autor, by dać powyższy komentarz, dał radę to wszystko przeczytać z własnym rozumieniem, zinterpretować i jeszcze dla szanownych czytelników przełożyć na język nadający się do przyswojenia, to już chyba świadczyć musi o zaciętej konkurencji na rynku medialnym.

    Zastanawiam się, czy fakt, iż przygotowuję właśnie artykuł do Computerworlda nie może być uznany przez redaktora za próbę wygryzienia go z redakcyjnej posady, no bo wpisywać by się to mogło w przedstawioną wyżej wizję <em>take over’ów</em> ciał wszelakich, jaką to taktykę rzekomo sprawnie się już opanowałem.

    Jak do tej pory nikt jakoś serwisu przeze mnie prowadzonego nie atakował (bo i po co, skoro Sieć jest ponoć pojemna i wybór autorów i tematów znaczny). Owszem – błędy mi wskazywano, za co wdzięczny będąc starałem się – gdzie to było możliwe – poprawiać je w tekście lub zachowaniu. Chętnie dowiedziałbym się więcej o tych atakach (zlecając już u krawca uszycie inkwizycyjnego habitu). Tymczasem mam też komentarz wizualny. Co prawda rysując tego stripa dziś rano nie miałem jeszcze przed oczami komentowanego właśnie tekstu, jednak myślę, że jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności będzie on trochę pasował:

    Coś mięsistego: http://prawo.vagla.pl/node/6574

    Jeden obraz ponoć wart tysiąca słów, a tu będzie aż trzy obrazy (obrazki), za co z góry ewentualnych czytelników przepraszam 🙂

  • Piotr VaGla Waglowski napisał:

    Ach. Uprzedzając komentarze: tak, wiem. „Pożytecznych”, nie zaś „porzytecznych”. Jest też zbędne „się” w „jaką to taktykę rzekomo sprawnie się już opanowałem”. W pośpiechu to „puściłem”. Zatem jeśli życzliwi redaktorzy raczą skorygować te rażące uchybienia dla j. polskiego – będę wdzięczny. Całe szczęście ta część serwisu Computerworlda nosi podtytuł „Wszystko co nie nadaje się do druku” 🙂

  • Olgierd napisał:

    Jestem zdania, że budowanie paraleli pomiędzy sympatią do ruchu Open Source oraz otwartego społeczeństwa oraz poglądami lewicowymi jest nielekkim naciągactwem.
    Lewica powiedziałaby „grab zagrabliennoje” natomiast nie-lewica dopuści zarówno możliwość dzielenia się owocami swej pracy jak i zachowania ich wyłącznie dla siebie.

  • Marek J. Minakowski napisał:

    Ucz się, chłopcze, łaciny… mociumpanie…
    a) Nie „Carthaginem” tylko „Carthaginam delendam esse”
    b) nie „Lex Vaglis” tylko „Lex Vaglae, ew. Lex Vaglica”…

  • Kolega autora napisał:

    Wstyd! To że w redakcji łaciny nie znają jeszcze by uszło, ale kto by pomyślał, że Kopaliński taki nieuk http://www.slownik-online.pl/kopalinski/A283758F312C35E0C12565B600128232.php. Szanowny Panie Marku, (nie chłopcze, bo przecież się nie znamy) oczywiście ma Pan rację – Lex Vaglae, ewentualnie Vaglica. Mam nadzieję, że złość przeszła.

  • TomasH napisał:

    Nie wiem, czego nawąchał się Bywalec, ale mu to zabierzcie…

  • chlopek roztropek napisał:

    A ja zem czytal ten serwis i ani w zab zem nie doszedl jaki ten VaGla to lewak ani chybi to jeden z tych „czerwonych gurow” … 😉

  • Marcin Podsiadły napisał:

    Trzeba powiedzieć, że paralela pomiędzy opensource a komunizmem jest tak naciągana, że ciężko wymyślić większą głupotę.

    Czy Autor zawsze wpisuje takie kretyństwa? Będę musiał omijać szerokim łukiem.

  • wladek napisał:

    Jednych do działania skłania pragnienie poprawy naszego bytu, a szambelana bywalca jedynie zawiść: dlaczego nikt o zdrowych zmysłach nawet nie rozważa zgłoszenia do jakiejkolwiek Rady redaktorów IDG? A potrafiliby oni z takiej członkowstwa zrobić znakomity użytek, oferując swe usługi sponsorom. A taki alterglobalista Vagla sam nie weźmie i innym nie da zarobić. 🙁

    Trudno w tym kontekście nie wspomnieć spotkania grudniowego spotkania Klubu Informatyka, w którym w swoim wystąpieniu redaktor CW otwarcie promował swe usługi w zakresie przepychania interesów hojnych firm.

  • Kosiel napisał:

    Przyznaję, umiejętność czytania między wierszami zanikła w narodzie. Jako historyk i autor „Prawa VaGla” muszę się na tym poważnie zastanowić. Czy tylko pisanie zerojedynkowe ma swoją przyszłość? A niuansy językowe, dowcipy, intelektualne prowokacje? Kochani czytelnicy Bywalca! Miejcie odrobinę dystansu do wszelkich blogów i bierzcie przykład z Piotra Waglowskiego, który całość potraktował jako żart. Postu Władka Majewskiego, nie komentuję. Szkoda, że Władek – autentyczny miłośnik i propagator Open Source – tak zagubił się w rzeczywistości, że zaczyna mi dorabiać gębę i posądzać o sprzedajność. To akurat dowód na to, że szukanie ukrytych znaczeń czasami prowadzi na manowce.

  • wladek napisał:

    Jak widzę, etyka redaktorów CW pozwala ujawniać nazwisko autora, gdy on sam podpisał się tylko imieniem.

    Umiejętność czytania między wierszami przydaje się, gdy ich forma wskazuje, że jest tam jakaś treść. Doszukiwanie się treści wśród pomówień nie ma sensu. Nikt też redaktorowi Sławomirowi Kosielińskiemu nie dorabia gęby, przypominając jego dorobek w roli rzecznika prezesa TPSA i publicznie przezeń prezentowane poglądy w zakresie potrzeb lobbingowych branży.

    A wicepremiera Dorna można nie lubić, niczym jednak nie zasłużył na odsyłanie go do krowich cycków – bo nigdy w swym życiu oglądał się za krowim cyckiem, ale Sławomir Kosieliński chyba tego nie rozumie.

  • Poinformowany napisał:

    Mysle ze najglupszym komentarzem bylo utozsamnianie Pana Piotra do pewnego bylego dyrektora o nicku „czerwony guru”. Tym bardziej ze z tego co wiem obecna wladza potraktowala go nader laskawie mimo STRASZLIWYCH glupot jakie wyczynial.

  • Tomir Wojna napisał:

    Z prawdziwą i szczerą radością powitałem był wpis pana Bywalca. Oto ja dziecię proste i szczere od lat czytają VaGlowy serwis, za nos straszliwie dawałem się zwodzić ni razu nie znalazłszy pośród jego słów pokrętnych żadnej z tez którą oświecony redaktor tak sprawnie odnalazł i wyłożył był w czterech artykułach, na serwis VaGli ledwie rzuciwszy bystrym okiem.

    Wdzięcznym mu zatem, bowiem od nieuchronnej zguby zapewne mnie ustrzegł, oświecając już w trzecim akapicie, iż autor owego serwisu w rzeczywistości nie roztropności i równowagi w na internetowych błoniach szuka, lecz łacno władzy pożąda tylko, co osiągnąć zamierza zaangażowaniem w politykę i działalność alterglobalistycznej organizacji, która tak straszliwą musi być, iż autor artykułu nawet z nazwy jej nie wymienia, by samym jego brzmieniem czytelników swoich o palpitację serca i uderzenia krwi do głowy nie przyprawić.

    Nawrócony tym sposobem z drogi ku zatraceniu, czemprędzej porzucę przyszłą lekturę owejż zwodniczej strony, oddając się w zamian z wypiekami na twarzy poznawaniu kolejnych wpisów na forum CW, gdzie jeszcze wielu ciekawych artykułów na temat letniej uprawy ogórków spodziewać się będę.

  • Bellois napisał:

    „lewicową wizją świata Wolnego Oprogramowania” – cudowna nieznajomość tematu połączona z ignorancją i zapatrzeniem w swoje płytkie horyzonty zawsze mnie w ludziach ciekawiła, ale żeby dawać wyraz takim zabawnym wynaturzeniu w miejscu związanym z profesjonalnym pismem? Wstyd.

  • Piotr VaGla Waglowski napisał:

    Władek napisał: „Jak widzę, etyka redaktorów CW pozwala ujawniać nazwisko autora, gdy on sam podpisał się tylko imieniem.”

    Jesteś Władku niesprawiedliwy, gdyż sam podając adres poczty elektronicznej (który to adres pojawia się przy nicku (imieniu w tym przypadku), którym podpisałeś komentarz, podałeś tam wszem i wobec nazwisko swoje. Tak więc w tym miejscu etyce redakcji CW zarzutu czynić bym raczej nie chciał 🙂 Można by informować wyraźniej komentatorów, że zarówno pozostawiony przy komentarzu adres poczty elektronicznej dla wszystkich (w tym dla robotów zbierających adresy dla potrzeb wysyłania spamu) jest dostępny, jak i adres IP maszyny, z której komentator ocenia rzetelność dziennikarską autora blogowego wpisu przy komentarzu się pojawia (chociaż prawie białym kolorem na białym tle, co może umknąć czyjejś uwadze).

    Sławek zaś (Kosiel) napisał: „Przyznaję, umiejętność czytania między wierszami zanikła w narodzie”.

    Cóż Sławku. Również autorzy komentarzy mogą oceniać pisane (chociaż bez podpisu – takie prawo dziennikarza) teksty. To, że niektórzy czytelnicy dostrzegając między wierszami myśl autora zdecydowali się niepodążać za zasugerowaną poetyką, wprost komentując to, co przeczytali – to jeden z przejawów społeczeństwa informacyjnego (w czasach tak ostatnio modnego Web 2.0 ponoć blogosfera to piąta władza <a href=”http://prawo.vagla.pl/node/6329″>patrząca na ręce czwartej</a>. Jeśli w takim społeczeństwie każdy może być jednocześnie wydawcą i odbiorcą treści – a również dziennikarz może być uznany za osobę pełniącą funkcje publiczne (co wynika np. z uchwalanych właśnie ustaw związanych z lustracją por. <a href=”http://prawo.vagla.pl/node/6539″>Lustracja blogerów i komentatorów</a>) – nie dziw się, że komuś może przyjść do głowy wyciąganie Twoich publicznych oświadczeń związanych z lobbingiem (chociażby były żartem wypowiadane), czy wspierania w czapce dziennikarskiej (w przeszłości czy też aktualnie – nie wnikam), jakichś konkretnych interesów na łamach profesjonalnego pisma. Ja uważam, że to nieelegancki trochę chwyt, aczkolwiek faktycznie: kogoś może to zaciekawić, a czytelnicy mają prawo wiedzieć – jak sądzę – w jaki sposób redakcja podchodzi do deontologii dziennikarskiej w tym zakresie 🙂 (uwaga – dla tych, którzy nie zwracają uwagi na dwukropki i pozostawione w powietrzu zamknięcia nawiasów – piszę to z figlarnym uśmiechem na twarzy).

    Sam mam teraz kłopot, o czym będę chciał szerzej napisać u siebie w komentarzu do tekstu poświęconego temu wątkowi (tak, komentarze padają również w moim serwisie – dziennikarz ma coraz trudniej, by poznać wszystkie efekty uboczne swojej publicystycznej aktywności: http://prawo.vagla.pl/node/6575) na temat tego jak pogodzić ustawę o lobbingu z ustawą o informatyzacji, bo z jednej strony też zacząłem pełnić funkcję publiczną, a jak to zestawić z aktywnością zawodową (np. co wówczas, gdybym chciał rozpocząć zawodową – zarobkową – działalność lobbingową w rozumieniu ustawy o działalności lobbingowej w procesie stanowienia prawa?). Jak to Sławku rozwiązałeś w swoim przypadku? 🙂
    Na marginesie – wolne oprogramowanie (w szczególności oprogramowanie udostępniane przez autorów na licencjach GPL) również podlega ochronie prawa autorskiego. Prawo autorskie właśnie jest potencjalnie jego najlepszym sprzymierzeńcem, gdyż gdyby nie istniało – wszyscy, którzy chcieliby zaczerpnąć z niego (co się coraz częściej dzieje) nie byliby związani postanowieniami licencji prawnoautorskiej, w szczególności nie musieliby udostępniać źródeł kodu bazującego na wcześniejszej pracy innych. Jaka to opcja (spośród lewicy i prawicy) głosi pogląd, że autor nie może udostępnić efektu swojej pracy nieodpłatnie lub dla tych podmiotów do wykorzystania, które spełnią określone w licencji postanowienia? Jeśli chodzi o prawo autorskie to spór idzie o coś innego – o zmieniający się obecnie jego zakres, być może sięga ten trend już za daleko. Jeśli lewica to ruch domagający się szybkich zmian, to chyba podmioty dysponujące sporym kapitałem na ochronę swoich interesów wpisują się w myśl lewicującą. Ja zaś – idąc tym tropem – byłbym prawicowym konserwatystą 🙂

    Poinformowany zaś napisał: „Mysle ze najglupszym komentarzem bylo utozsamnianie Pana Piotra do pewnego bylego dyrektora o nicku „czerwony guru””

    Jeśli już guru (na co nie zasługuję), to na ten temat również mam stripa – Pogadajmy o kolorach: http://prawo.vagla.pl/node/6576

    Z ukłonami

  • Mariusz Busiło napisał:

    a swoją drogą ciekawe byłoby pytanie do Sławka o to, czy podtytuł „wszystko co nie nadaje się do druku” ma poniekąd uzasadniać ewentualne odstepstwa od narzuconego prawe prasowym migrowanie autorow tego bloga od standardu rzetelnego dziennikarstwa (wątek odwieczny: czy blog prasa jest 😉 i czy taki podtytul zalatwi nam taki skutek 😉

  • Redaktor-nie-Kosielinski napisał:

    A moze potraktujemy caly wpis jak rodzaj pamfletu, czy tez zartu? O ile mi wiadomo obaj Panowie (Piotr i Slawek) daza sie sympatia, a caly wpis jest przede wszyskim nieco zlosliwym przytykiem, ktory wywolal bardzo interesujaca dyskusje na temat wiarygodnosci niektorych dzialan podejmowanych zarowno przez dziennikarzy jak i ekspertow. Ktora mam nadzieje bedzie dalej kontynuowana.

    Pozdrawiam

  • Redakcja napisał:

    Podtytuł „Wszystko co nie nadaje się do druku” miał być – w naszym mniemaniu zabawną – parafrazą znanego „All the news that’s fit to print” widniejącego na pierwszej stronie The New York Times. Myśl o tym, by w razie czego potraktować go jako schron przed prawem prasowym przyszła nam do głowy dopiero po komentowanej publikacji Sławka K.

  • Piotr VaGla Waglowski napisał:

    Hmm… Sławek wymiękł. Zadzwonił i powiedział, że rozważa porzucenie udzielania się w blogu. Gdyby tak miało być, to relacjonuje zainteresowanym, że ponoć nie spodziewał się takiej reakcji na ten hmm… żart (niech będzie).

    Dla niewtajemniczonych – teraz na liście PTI ten wątek jest poruszany:
    http://tinyurl.com/kwguh

    Nie przypuszczałem, że Sławek jest tak dobry, by z roli atakującego (choćby hmm… żartem) przeistoczyć się tak sprawnie w rolę ofiary. Po raz kolejny jestem pod wrażeniem 🙂

    Tak jak z rzekomym przejmowaniem PTI – również z dyskusją na liście tej organizacji nie mam nic wspólnego (od pewnego czasu nie jestem jej subskrybentem, aczkolwiek bardzo serdecznie pozdrawiam w tym miejscu wszystkich członków tej organizacji, zrzeszającej wiele osób, które darzę nieskrywaną nigdy sympatią jak również należnym szacunkiem).

  • Ciekawy do kwadratu napisał:

    No dobra – a tak gwoli scislosci to kto jest (a raczej byl) tym „czerwonym guru” ??

  • Zdumek napisał:

    Do ciekawego do kwadratu: chlopcze GDZIES ty byl przez ostatni rok ??

  • Piotr VaGla Waglowski napisał:

    Wiewiór: Zycze wiec Piotrze owocnej pracy w Radzie i dzieki za jeszcze raz mrozona herbatke

    No właśnie mam już te trzy filary wypracowane: 1. neutralność technologiczna państwa, 2. wtórne wykorzystanie informacji publicznej no i 3. wypracowanie techniki legislacyjnej, na której można by oprzeć powoływanie się na normy (przy okazji zacząłem zbierać materiały na temat ochrony prawnoautorskiej Polskich Norm i to niezwykle interesująca lektura, ale o tym to już będę u siebie w serwisie pisał). A co do herbaty, to ona nie była mrożona raz jeszcze, a tylko raz, specjalnie dla Ciebie 🙂

  • ciekawy do kwadratu napisał:

    Nie otrzymalem odpowiedzi na moje pytanie a jest ono moim zdaniem wazne. Jesli to Panstwo ma byc oczyszczone z tego typu „ludzi” jak ow guru powinni raz na zawsze zostac wyeliminowani z Polskiej Branzy ICT.

  • Yaico III napisał:

    1. Spoznione przez wjazd zagraniczny ale SZCZERE gratulacje dla VaGli. Mam nadzieje ze jswoja energia i wiedza ruszy z posad jesli nie bryle swiata (to o tej lewicowosci 😉 ) a przynajmniej ICT Adisory Council 😉 Swoja droga ktory Podsekretarz w MSWiA teraz pelni funkcje „ministra wlasciwego” – PP czy GB ?

    2. Ciekawy do kwadratu – niektorzy zaslugiwali, zasluguja i beda zaslugiwali na przydomek „guru” a niektorzy smarkacze z teczka w dlni nie i to jest wlasnie to co odroznia mezczyzne od chlopca (licencia poetica woda Baldesarini)

  • Calder napisał:

    Wkrótce problem się rozwiąże 🙂 Biorąc pod uwagę ostatni wyrok Sądu Najwyższego uznający blog za czasopismo, osoba prowadząca bloga – w świetle prawa redaktor naczelny – będzie musiała dbać o odpowiedni poziom swojego „wydawnictwa” 😉

  • złośliwy napisał:

    Trzeba było podać adres bloq-a Tatarkiewicza 😛

  • Jesesteacle napisał:

    I’d prefer reading in my native language, because my knowledge of your languange is no so well. But it was interesting! Look for some my links:

  • suunto スント exerciseシリーズ napisał:

    suunto スント exerciseシリーズ

    Prawo VaGla | Bywalec Computerworld.pl

Skomentuj