Teleinformatica alla polacca, czyli tłoczono w izbach

Można nie wiedzieć czym zajmuje się Polski Związek Pracodawców Prywatnych Informatyki i Telekomunikacji, ale nie wypada nie znać Cristino Pinzautiego. Znają go przecież prezydenci, premierzy, prezesi banków, w tym centralnego, i oczywiście cały high life polskiego IT. Przemiły człowiek, a uroku dodaje mu melodyjny włoski akcent z jakim wypowiada po polsku np. Polkom-te-lll.

W Polsce od 13 lat, po kolei był szefem Olivetti, Wang Globar i Getronics. Po godzinach pełnił funkcję prezydenta Rotary Club, przewodniczącego Forum Izb Gospodarczych Unii Europejskiej, prezesa Włoskiej Izby Handlowo-Przemysłowej (funkcje można by jeszcze wymieniać, ale za chwilę administrator odmówi nam miejsca na dysku). Od pewnego czasu Pinzauti ma własny biznes konsultingowy i kieruje oddziałem firmy Venturini, ale na forum publicznym udziela się nie mniej niż kiedyś. Przewodzi m.in. reaktywowanemu Związkowi Pracodawców Prywatnych Informatyki i Telekomunikacji.

Niedawno ten związek zawodowy, który jest teleinformatycznym skrzydłem „Lewiatana” Henryki Bochniarz zorganizował konferencję. Atmosfera w niczym nie przypominała tej z utrwalonych na biało-czarnej taśmie zebrań związkowych, a nawet tej z dramatycznych reportaży Elżbiety Jaworowicz. Prezes zaprosił ministrów, wysokich rangą urzędników i dyrektorów firm IT, którzy licznie stawili się w wytwornym Pałacu Sobańskich. Nad salą unosił się konsensus, co do potrzeby budowy społeczeństwa informacyjnego, elektronicznej administracji, upowszechnienia szybkiego Internetu i wyrównywania szans dla obszarów wiejskich. Wiele nie załatwiono, ale miło było posłuchać.

Polski Związek Pracodawców Prywatnych Informatyki i Telekomunikacji to organizacja nieznana, której największym walorem – póki co – jest osoba prezesa. Cristino Pinzauti zręcznie porusza się po salonach, planuje następne inicjatywy, często podkreśla, że Lewiatan jako jedyna organizacja tego typu ma biuro w Brukseli. Jeśli starczy mu czasu i zapału może wyciągnąć z niebytu związek, który oprócz niego firmuje Tomasz Sielicki jako przewodniczący rady nadzorczej.

Stowarzyszeń, izb i związków w różnych obszarach reprezentujących branżę informatyczną i samych informatyków jest co najmniej kilka. Oficjalnie nikt tego nie przyzna, ale gdzieś ich interesy splatają się, albo wręcz przeciwnie – są rozbieżne. W innym tonie o liberalizacji rynku telekomunikacyjnego wypowiadają się skupiająca dużych operatorów Polska Izba informatyki i Telekomunikacji oraz zrzeszająca mniejszych graczy Krajowa Izba Gospodarcza Elektroniki i Telekomunikacji.

Na razie organizacji, której przewodzi Cristino Pinzauti nie przypięto jeszcze żadnej łatki, ale i tak wyczuwa się już ducha rywalizacji o to kto najlepiej potrafi reprezentować interes branży. Doszły nas słuchy, że Wacław Iszkowski, prezes PIIiT nie był zachwycony faktem, iż niektórzy zasłużeni dla Izby działacze udzielali się w Pałacu Sobańskich. W końcu przecież każdy dyrektor finansowy kiedyś zbuntuje się przeciwko opłacaniu składek członkowskich pięciu różnym branżowym reprezentantom.


Skomentuj