Novell idzie na mistrza!

21719-small Nie tylko na polu golfowym i placu do gry w polo, ale również na plebejskich trybunach stadionu przy ul. Łazienkowskiej w Warszawie można zobaczyć bohaterów rynku IT. Na wczorajszym meczu Legii z Lechem Poznań udało nam się złapać w obiektyw Jarka Kowalskiego, dyrektora zarządzającego Novell Polska. Zresztą Jarka widzimy na każdym meczu – chodzi z synem – tyle, że akurat wczoraj mieliśmy aparat, żeby uwiecznić go obwieszonego klubowymi emblematami. To dowód, że nie jest kibicem, który aktywizuje się tylko wtedy, gdy przez znajomego w ministerstwie można załatwić bilety na mecz Polaków na mistrzostwach świata. Klaszcze, skanduje, przeżywa. Legia ostatnio ciągle wygrywa więc jeszcze nie mieliśmy okazji przekonać się, czy ma w zwyczaju po porażce z wściekłością wyrywać plastikowe foteliki i ciskać nimi na płytę boiska. Na ten temat zapewne więcej mogliby powiedzieć podlegli mu handlowcy.

Nas kibiców, łatwo zjednać sobie klubowym szalikiem, zwłaszcza w odpowiednich barwach. Jarkowi Kowalskiemu życzymy, żeby tyle zarobił na oprogramowaniu open source, by śladem krakowskich prezesów mógł wespół z Novellem kupić sobie jakiś mały klub i nazwać go np. Pingwiny Warszawa. Będziemy przychodzić! Chociaż ostatnio zanosi się, że to raczej Novell będzie celem przejęcia.


komentarze 4 dla “Novell idzie na mistrza!”

  • Jan napisał:

    Skoro, poki co, nie ma precyzyjnego języka opisu musimy sie zdac na tę „transcendentną rękę gospodyni”. Co ciekawe, te z tą jak najbardziej pożądaną ręka przyrządzaja smacznie i ciekawie nawet nie posiadając czy nie trzymajac się ścisle jakiegoś precyzyjnego przepisu a te bez tej ręki, jeśli mają nawet uszczegółowiony opis, produkują zakalce i inne niejadalne niewypały. W przypadku nawet opracowania idealnego języka Gourmet, jeśli wykonawcą będzie nadal człowiek. wciąz będzie ważne poczucie smaku i estetyki, które różni ludzie mają w róznym stopniu rozwinięte, to chyba oczywiste.
    Wpis fajny, jeśli potraktowac go żartobliwie ale jednak mechanicystyczne podejście do rzeczywistości wymyślone chyba przez Laplace”a, że wszystko jest tylko kwestią rozwiązania odpowiedniej liczby równań rózniczkowych, zostało już chyba dawno temu zdyskredytowane. Niech żyje gotowanie z sercem!

  • Monia napisał:

    i tak nie da się ominąć ręki gospodyni. zawsze będzie tą zmienną która robi z potraw cuda. np. nikt nie przebije kotletów schabowych mojej babci Adeli 😀 niby taka prosta do zrobienia rzecz, ale u niej smajują wyjątkowo 😀 pozdrawiam 😀

  • Jakub Chabik napisał:

    Ejże, czyżby? Większość jedzenia, które trafia na nasze stoły jest bądź to na etapie półproduktu, bądź to produktu gotowego, poddane metodom przemysłowym: linia produkcyjna, dozowanie z dokładnością do miligrama, przypiekanie z dokładnością do jednego stopnia i z dokładnością do sekund, rygorystyczna kontrola składników, naświetlanie, wygrzewanie, itd. Nie tylko pizza z lodówki, ale i podstawowe składniki używane w kuchni: sól, mleko, mąka są produktem bardzo sformalizowanych i ściśle kontrolowanych (jak w komputerze) procesów. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że pierogi babci Adeli smakowały tak znakomicie, bo babcia stosowała taką samą mąkę.

    ..ale prawdą jest też, że żadne ciasto ze sklepu nie będzie smakować tak, jak piernik mojej żony. Mniam!

  • mbielam napisał:

    No wiec nie wszytsko jest co do miligrama. Wrecz powiem ze do miligrama to jest masowka dla mas, wykwintne jedzenie wymaga wiecej. O tym pisal nieoceniony Joel Spolsky chocby tutaj:
    http://www.joelonsoftware.com/articles/fog0000000024.html

Skomentuj