Zrobieni na szaro – orientalne kłopoty HP i Jana Zadaka

Miało być o Janie Zadaku, najsłynniejszym Czechu w polskiej branży IT, ale w trakcie pisania nastąpiła nieoczekiwana konieczność zmiany tematu. Wprawdzie będzie trochę o Zadaku, ale ten niezwykły menedżer wystąpi w roli drugoplanowej. Głównym bohaterem jest Gil Rosenfeld, prezes HP w Izraelu.

Z dzisiejszej perspektywy widać, że wybór prezesa polskiego oddziału był dla Zadaka bułką z masłem, albo, jak kto woli, knedlikami z omacką. Śledząc Czecha na kilka dni przed ogłoszeniem wyboru Pawła Czajkowskiego na szefa HP Polska, doszły nas słuchy, że Jan Zadak odwleka decyzję, bo utknął w Izraelu. Wówczas nie zwróciło to naszej uwagi, bo naprawdę rzadko przeglądamy prasę wydawaną w Tel Awiwie i Jerozolimie. Zbyt rzadko.

Od kilku dni gazety w Izraelu rozpisują się o aferze jaka wybuchła w tamtejszym oddziale HP. Na dobre zaczęło się od audytu z centrali. Udowodniono, że izraelski HP – wbrew korporacyjnym przepisom – sprzedawał produkty przeznaczone na tamtejszy rynek do krajów ościennych. Oczywiście sprzedawał je taniej niż można było kupić te same produkty w docelowych krajach „eksportu”. Szary rynek kwitł, a menedżerowie inkasowali sowite prowizje.

Co z tym wszystkim ma wspólnego Jan Zadak? Nic poza tym, że jest szefem szefa HP w Izraelu, podobnie jak w 97 innych krajach sztucznego regionu International Sales Europe. Po ujawnieniu afery Zadak podjął decyzję o wyrzuceniu z pracy Gila Rosenfelda i trzynastu jego podwładnych z HP Israel, którzy mieli być zamieszani w szary handel. Relacje izraelskiej prasy wskazują, że wszystko odbyło się w żenującej atmosferze. Rosenfeld nie popuścił, ciąga Zadaka po sądach, a ponoć jego prawniczka podczas rozprawy tak nakrzyczała na Czecha, że ten zaczął się jąkać, w co naprawdę trudno jest uwierzyć komuś kto go poznał.

Ostatnie doniesienia mówią, że stanowisko HP i Zadaka mięknie. Najpierw zawieszono decyzję o wyrzuceniu podejrzanych, Rosenfeldowi już nikt nie zarzuca, że okradał firmę lecz tylko, że nie dopilnował porządku, a wczoraj pojawiły się informacje, że strony po cichu mediują.

W biznesowym dzienniku Globes – trzeba brać poprawkę, że media w Izraelu wyraźnie biorą stronę Rosenfelda -pojawiły się sugestie, iż grey market affair w Izraelu to tylko wierzchołek góry lodowej. Zresztą sam Rosenfeld przedstawia się jako ofiara korporacyjnych urzędników, którzy teraz chcą się wykazać przez prezesem Markiem Hurdem, a wcześniej przymykali oko na kontrowersyjnej praktyki. Globes pisze, że skandal może rozszerzyć się na inne kraje, za które odpowiada Jan Zadak. W artykule wspomina się o RPA i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie według gazety, działają już audtorzy.

Nasza margingate, w którą zamieszane są lokalny IBM, Computerland i Betacom przy izraelskiej „grey market affair” to zabawa dla grzecznych dziewczynek. Tyle, że wschodnie kłopoty HP mogą mieć implikacje dla sprawy IBM vs. Computerland i ewentualnych podobnych w przyszłości. Osławione służby internal affairs z wielkich amerykańskich korporacji będą od teraz znacznie uważniej przyglądać się temu co dzieje się tysiące mil od centrali. Notatkę z Janem Zadakiem w roli głównej napiszemy przy innej okazji.


komentarze 3 dla “Zrobieni na szaro – orientalne kłopoty HP i Jana Zadaka”

  • jch napisał:

    A przypadkiem polityką HP (i innych koncernów informatycznych) nie powinien się zainteresować jakiś urząd antymonopolowy? Toż sprzedawanie tego samego towaru w jednym kraju drożej niż w sąsiednim to rozbój w biały dzień.

  • nikt napisał:

    Niekoniecznie – przeciez wszystkie koncerny roznicuja ceny. Swego czasu glosno bylo o reeksporcie Coca Coli, teraz problemem wielu koncernow farmaceutycznych jest reeksport lekow (czasem nawet o kilkadziesiat procent tanszych za granica).

    pozdro

  • wk..... napisał:

    Samochody, perfumy, wszystko… Swego czasu zastanawial mnie paradkos dlaczego za oprogramowanie Microsoftu placimy wiecej niz w USA, mimo ze nasze wersje sa ubozsza funkcjonalnie, chociazby o funkcje rozpoznawania mowy. Microsoft bedzie wciskac, ze pelne dostosowanie Office dla polskiego uzytkownika kosztowaloby krocie i nie byloby ani dla klienta, ani dla firmy oplacalne. Glupi uwierzy.

Skomentuj