Nie zatańczył, nie zaśpiewał…

Magia nazwiska ściągnęła kilkaset osób na spotkanie z Craigiem Barrettem, przewodniczącym rady nadzorczej Intela, wieloletnim prezesem tej firmy. Prawdę mówiąc gościli już na Wisłą więksi showmani, ale lepszą oprawę w ostatnim czasie miała chyba tylko konwencja wyborcza PiS. Strach pomyśleć ile krzemu można by kupić za tę scenografię i nagłośnienie. Bez ironii, naprawdę powiało wielkim światem.

Dużo było o tym, że komputery zmieniają świat, kiedyś telefony były kablowe a dziś są przenośne, w Internecie można znaleźć fajne rzeczy, a rządy powinny więcej łożyć na rozwój technologii. Standard. Tylko naiwni mogli oczekiwać więcej. Dwudziestominutową konferencję prasową zmęczony Barrett najwyraźniej wykorzystał by odsapnąć przez spotkaniem z prezydentem RP. Na taki cyrk jak w Las Vegas i wspólne granie ze Stevenem Tylerem z Aerosmith nikt by go nie dziś nie namówił. Nawet charyzmatyczny senator Cugowski.

Zawsze fajnie zobaczyć z bliska kogoś sławnego i bogatego. Nawet po tylu latach niezmiennie nas to rajcuje. A ciekawy wywiad z Barrettem zawsze możemy sobie przeczytać gdzieś w amerykańskim Computerworldzie.


Skomentuj