Cichy transfer danych

Na hasło „Convergence” dreszcz przechodzi przez pół Telekomunikacji Polskiej. Drżą księgowe, informatycy, administracja, głos się łamie Krystynie Czubównie. Niby normalne, bo wielkim projektom zawsze towarzyszą wielkie emocje, ale mowa jest o TP, a więc z niejako definicji wszyscy każą szukać drugiego dna.

Convergence to międzynarodowy projekt wdrożenia aplikacji finansowej Oracle w grupie France Telecom. Koszt prac na polskim odcinku wyceniono przed trzema laty na 100 mln złotych. Po krwawych bojach przetarg w TP wygrał Computerland, a właściwie wygrali go stowarzyszeni z warszawską spółką Francuzi ze Schlumberger Sema. Computerland długo tym zwycięstwem się nie nacieszył, bo zaraz potem uznano, że jednak rozsądniej będzie wdrażać system dla TP z Paryża, a nie w Warszawie. Nie zarobił ani Computerland, ani polski Oracle, co najwyżej parę groszy wpadło wydawcom rozmówek polsko-francuskich.

Start Convergence w TP zapowiadano kilkakrotnie, ale stare oprogramowanie Prokomu nie chce się dać wyrzucić. Wciąż trwają prace, przebiegają konsultacje, poprawiana jest wydajność, a właściwie niewydajność. Licznik bije. Nie w Warszawie rzecz jasna, tylko we Francji, gdzie fizycznie system przetwarza. Grubą rurą dzierżawioną od France Telecom dane wpisywane przez setki księgowych TP trafiają na paryskie serwery Oracle Financials.

Znawcy tematu twierdzą, że w jednym z krajów Europy Środkowej analogiczne wdrożenie Financials w spółce należącej do France Telecom trwało dwukrotnie krócej. Różnica polegała na tym, że projekt prowadzono lokalnie, a nie zdalnie.

Znamy pojęcia outsourcingu, offshoringu, nearshoringu. Tu chyba mamy przypadek darkshoringu – od ściemniania. A kto za to płaci? Pan płaci, pani płaci, my płacimy – społeczeństwo…


Skomentuj