CeBIT 2006 – piwo, szoferzy i wizytówki

Zaledwie wczoraj dobiegł końca kolejny CeBIT, a nam już zebrało się na wspominki. Firmowe wyjazdy mają swoje plusy – samolot (z nieodłącznymi drinkami serwowanymi zza pazuchy przez rzecznika prasowego jednego z „wiodących” operatorów), noclegi w dziwacznych hotelach oddalonych o setki kilometrów od Hanoweru, posiłki i długie wieczory w knajpach, po których głowy pękają nie tylko od liczby osuszonych kufli, ale i zasłyszanych anegdot.

Podczas tegorocznego wyjazdu z rozrzewnieniem wspominano m.in. nocny powrót do położnego blisko 70 km od terenu targów CeBIT hotelu… samochodem z kierowcą Profesora. Przy okazji powróciła historia „O tym jak nie sprzedałem Comarchu” z przedstawicielami Optimusa i Computerlandu w rolach głównych i przepoconych koszulach w tle. Swoją drogą ciekawe jak wyglądałby rodzimy rynek IT, gdyby osoby wciągnięte w rzekome transakcje wykazały się większym taktem.

Przy okazji wspominek chcielibyśmy również rozczarować kolegów „po piórze”, którym nie udało się znaleźć w którejś z dziesiątek sponsorowanych wycieczek. Zawodowi łowcy podarków mogli w tym roku poczuć się rozczarowani. Jedyny ciekawy gadżet warty odnotowania to odtwarzacz MP3, rozdawany po jednej z konferencji prasowych jako swoista „wizytówka”. Zapewniamy, że polska część wycieczki odpowiednio zadbała o swoje interesy…


Skomentuj